PODPISUJ WNIOSEK O REFERENDUM W SPRAWIE A.C.T.A. WWW.REFERENDUMACTA.PL
Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale przyszło mi dzisiaj do głowy coś takiego: szczęście to sztuka mimikry. Przystosowania, upodobnienia, przejmowania barw, odcieni, rzeczywistości, ale zachowania w tym siebie (bo jednak ćma na korze brzozy pozostaje ćmą...). "Ja" z definicji zmienne, dążące, chłonące świat, nie sztywne w regułach, zasadach, racjach, prawdach, gotowych rozwiązaniach na każda okazję. Właśnie nie. Właśnie z definicji zmienne i chłonące. A jednak spójne i własne. Grozi nam wtedy chaos. Ale może to nieuniknione? ...
To trudne do przekazania, bo chodzi np. o wyzbycie się dumy i próżności (które wynikają z chęci chronienia jakiegoś sztywnego schematu siebie, bo i do czego nam duma i próżność, kiedy nie czujemy zagrożenia swojego Ja?), którą każdy z nas w sobie nosi. O wyzbycie się siebie, w jakimś sensie... siebie stałego i takiego samego, siebie z szablonu, który budowaliśmy przez 20, czy 30 lat swojego życia. Czy ile tam kto ma. Nie chcemy nagle zmieniać hierarchii wartości pod wpływem szczególnej sytuacji (a każda sytuacja jest szczególna, bo żadna się nigdy nie powtórzy), uważamy, że ona musi być stała. A może tak naprawdę wcale nie powinno jej być? Może wszystko naprawdę płynie... płynie z sytuacji do sytuacji z rzeki wpada do rzeki, z rzeki do rzeki, a z rzeki do morza i dalej i w konsekwencji z powrotem.
Jesteśmy bardzo przyzwyczajeni do siebie, to swojej stałości, niezmienności. Skoro jestem Aś, to jestem Aś, mam takie cechy, jakie ma Aś, nie mogę mieć cech, których Aś nie ma. A niby dlaczego nie? Życie weryfikuje - Aś może mieć każde cechy, jakie tylko zechce, co więcej! Aś będzie miał w swoim życiu jeszcze bardzo wiele cech, których nigdy nie chciałby mieć! I to jest nagroda gwarantowana w tym teleturnieju...
Więc czemu tak kurczowo się trzymać? I w ogóle to - trzymać się czego? Może utopii? To znaczy na pewno utopii. Każde nasze myślenie o sobie w kategoriach stałości jest wielką ułudą. Bo nie wiemy, co stanie sie z nami jutro. Nie wiemy, jakie myśli przyjdą nam do głowy. Może samobójcze. A może o urodzeniu dziecka. Ludzie, którzy nie wiedzą - są mądrzy. Płyną z prądem życia i przylepiają się gdzieś czasem na odpoczynek, używając mimikry, żeby czuć szczęście. Szczęście to pokonywanie trudności, mimikra jest pokonywaniem trudności, jest przystosowaniem, łagodnym poznawaniem świata, akceptowaniem, chłonięciem, wykorzystywaniem, wplataniem w siebie. Wbrew pozorom nie jest ucieczką. Gdyby mimikra była ucieczką, ćma bałaby sie latać i by zwyczajnie zdechła z tego strachu. Bo ucieczka to strach, nie ucieka istota, która się nie boi, bo i dlaczego miałaby uciekać? A mimikra właśnie eliminuje strach, lęk, bo pozwala cicho przycupnąć, milczeć i patrzeć, daje bezpieczeństwo. Jest łagodnością. Łagodność... słowo klucz na dzisiejszy wieczór.
A to wszystko dlatego, że mała dziewczynka usnęła w moich ramionach, kiedy mówiłam do niej o oceanie...
P.S. Czy ja w ogóle mam prawo takie rzeczy pisać? Czasem obawiam się, że przekazując komuś takie myśli - niszczę jego Drogę. Bo jeśli to przyjmie, to już nie będzie jego droga, to już będzie jakieś krzywe... To już nienaturalna ingerencja, moze ja nie mam prawa tak moralizować... Trudna sprawa.
Niestety, niektóre mają nieciekawą jakość... Ale to z winy bloga. Powalczę dalej, ale póki co...
powiedziało mi się "tak" do siebie podczas czytania. "tak" dla
trafności wyrażenia myśli, i "tak" dla utożsamienia się z tym. Ja
nigdy naprawdę tego nie wiem ile jest mnie we mnie, a ile (i
jakiego) mnie rodzi się z obecności takich a nie innych ludzi,
faktu że świeci akurat słońce, czy tego że jestem głodny czy nie.
Są chwile, kiedy rzeczywiście jest z tym źle. Są chwile kryzysu
tożsamości i zachwyt nad Drogą przyjmowania. Można to nazwać
ucieczką, można nazwać mądrością. Zgodzę się z tym i z tym.
Mimikra? Wygodnictwo? Mądrość? Głupota? Nie wiem. Coraz bardziej
uczę się nie przejmować tym co mówią, coraz bardziej uczę się
radzić z problemami jak inni mówią. Im bardziej jestem w stanie
spojrzeć szczerze z przeciwstawnych stanowisk na tą samą sprawę tym
czuję się bogatszy. Zatracenie "Ja"? czy proba ogarnięcia i
akceptacji wszystkiego co jest? Nie wiem i chyba to nie jest to
pytanie które jest dla mnie ważne...
Co do PS-u, Aś... Dziś miałem rozmowę, w której ktoś mi bliski
zwrócił mi uwagę ze napisałem o Rainbow to i tamto a o Pielgrzymce
to i tamto i teraz niektórzy ludzie pójdą tam, a nie tam i tak
dalej. Też się zastanawiam, na ile moje pisanie o czymś ma na kogoś
wpływ. Ale niemożliwością jest przecież przewidzenie wszystkiego.
Może nasze działania powodują dobro a może zło. Może to, że
potkniesz się na ulicy i rozbijesz nos, sprawi ze nie wpadniesz pod
samochód na następnym przejściu dla pieszych, a może dostaniesz
zakażenia. Tak wielu ludzi dążyć do Prawdy, tak bardzo są
przekonani że mogą ją znaleźć, tak wiele w tym temacie już
przegadałem, przemyślałem i zawsze prędzej czy później dochodzę do
tego samego. Że każdy dzień jest inny i wszystko nas zmienia. I to
jest Prawda (dla mnie, nie wiem czy jakaś tam uniwersalna). Mogę
sobie planować, fakt, dużo to może dać i czasem jest to konieczne.
Ale kiedy plany kłócą się z moim aktualnym "Ja" - nie umiem się ich
trzymać, jest rozdarcie. Ze stałości może wyjść chaos a z chaosu
stałość. Chyba wszystko jest potrzebne.
Dziekuję Aś.
droga nieustannym początkiem, kolejnych pierwszych kroków...
pozdrawiam
prawo pisać o tym co czujesz, co wiesz ... Nikomu w ten sposób
niczego nie narzucasz, mamy wolność wyboru - korzystając, albo też
nie korzystając z Twych przemyśleń. Pozdrawiam ciepło z okolic
Krakowa :-)