Pogoda zapowiadała się dobrze, ale z
rana w Bielsku jakoś jej nie było widać. Wszystko za mgłą. A ponad
mgłą grube chmury. Ciemno i ponuro. Dookoła śnieg. Szaro. Do
Szczyrku autobusem. Miasto, jakieś domy, rzeka skuta lodem, most.
Wchodzimy w las. Cały czas ciemno i ponuro.
Śniegu na szlaku nie jest dużo. Idzie się wygodnie. Nawet wygodniej
niż nieraz latem po kamieniach. W lesie ognisko. Spalają jakieś
ścięte drzewa. Parę fotek i idziemy dalej. Las we mgle, rośnie na
stromym stoku. Drzewa między głazami. Dochodzimy do zjazdu
narciarskiego.
Im wyżej tym Słońce bardziej zaczyna przebijać się przez mgłę.
Chwilowo pojawiają się fragmenty błękitnego nieba. Im wyżej, tym
częściej. W końcu Skrzyczne zdobyte. Słońce świeci, ale ponad nami
jeszcze sporo chmur. Odpoczywamy.
Po chwili chmury ustępują. Zostały tylko w dole. Wyglądają jak
morze i tworzą gładki horyzont. A ponad nimi niesamowicie
przejrzyste powietrze. Z morza chmur wyłaniają się Babia Góra i
Tatry. Słońce świeci ostro.
Schodzić w dół czas nadszedł. Znowu mgła się zaczyna. Klimaty jak z
Władcy Pierścieni. Cisza, żadnych śladów zwierząt. Żadnych
turystów. Dwa razy na skuterze śnieżnym ktoś przejechał. Znów
cisza. Coraz ciemniej. W końcu droga. Na stopa do Szczyrku i
autobusem do Bielska.
wycieczkę po okolicy. Mamy podobną pogodę... Tylko czasu
jakoświecznie za mało. Hej, dalszych, udanych wędrówek.