niemanie...

...Twoja do Jedynego Droga i Muzyka do transowego życia pomyka

AldaronSolMirandolaMareckiAśAniołekmooijdSotarElisKamilwiktorWłóczkaDźwiedziuJagodaPatryk
ZapałkaMorisAndrzej itd.KajaGosiannabryzkaA.KarolinaBogusiaGregPiccolobiała chmuraKawojtekitekSzpak

"Sen śmiesznego człowieka" F. Dostojewski, fragment


"O, ja natychmiast pojąłem, że pod wieloma względami nie rozumiem ich wcale; jako nowoczesny rosyjski postępowiec i zgniły petersburżanin nie pojmowałem na przykład tego, że przy takiej wiedzy nie posiadają naszej nauki. Ale wkrótce zrozumiałem, że ich wiedza żywi się innymi elementami niż u nas na Ziemi i że cele ich też są zupełnie inne. Nie pragnęli niczego i byli spokojni, nie dążyli do poznania życia, tak jak my to czynimy, ponieważ żywot ich był pełny. Ale wiedza ich była głębsza i wyższa niż nasza: nauka bowiem pragnie wytłumaczyć, co to jest życie, dąży do pojęcia go, aby nauczyć innych, jak żyć; oni zaś i bez nauki wiedzieli jak żyć, i zrozumiałem to, ale nie mogłem pojąć rodzaju ich wiedzy. Wskazywali mi na drzewa swoje – a ja nie mogłem zrozumieć tego stopnia miłości, z jakim na nie patrzyli: jakby rozmawiali z podobnymi sobie istotami. I, wiecie, chyba się nie omylę, twierdząc, że istotnie z nimi rozmawiali! Odnaleźli ich język i jestem pewien, że drzewa ich rozumiały. Tak patrzyli na całą przyrodę – na zwierzęta, które żyły z nimi w zgodzie, które nie napadały na nich i kochały ich, ujęte ich miłością. Wskazywali na gwiazdy i mówili o nich do mnie coś, czego nie mogłem zrozumieć, ale jestem przekonany, że w pewnym sensie obcowali z gwiazdami w niebie, i to nie za pomocą samej myśli, lecz jakiegoś żywego kontaktu. Och, ci ludzie nie starali się wcale o to, bym ich rozumiał, kochali mnie i bez tego, ale za to wiedziałem, że oni też nigdy mnie nie zrozumieją, i dlatego nic prawie im nie mówiłem o naszej Ziemi.

Całowałem tylko przy nich tę ziemię, na której żyli, i bez słów ubóstwiałem ich, a oni to widzieli i pozwalali się ubóstwiać, bo sami bardzo kochali. Nie cierpieli z mojego powodu, kiedy czasami we łzach całowałem ich nogi, wiedząc radośnie w swym sercu, z jaką mocą uczucia mi odpowiedzą. Niekiedy pytałem sam siebie w zdumieniu: jak to możliwe, że przez cały czas nie obrazili kogoś takiego jak ja, ani razu nie wzbudzili w kimś takim uczucia zazdrości czy zawiści? Wiele razy zadawałem sobie pytanie, jak mogłem ja – łgarz i zarozumialec – nie puszyć się swoimi wiadomościami (o których, rzecz jasna, nie mieli pojęcia), chcąc zadziwić ich nimi – lub choćby tylko z miłości dla nich? Byli radośni i figlarni jak dzieci. Błądzili po swoich pięknych gajach i lasach, śpiewali swoje piękne pieśni, spożywali lekkie pokarmy, owoce drzew swoich, miód lasów i mleko przywiązanych do nich zwierząt. Aby wyżywić się i przyodziać, pracowali niewiele i bez wysiłku. Miłowali się i rodziły się im dzieci, ale nigdy nie dostrzegłem tam wybuchów owej okrutnej zmysłowości, która jest udziałem niemal wszystkich na naszej ziemi, wszystkich i każdego, i stanowi jedyne prawie źródło wszystkich występków naszej ludzkości. Cieszyli się z pojawiających się dzieci jako z nowych uczestników ich błogiej radości. Nie było między nimi kłótni i nie było zazdrości, nie rozumieli nawet, co to znaczy. Ich dzieci były dziećmi wszystkich, gdyż wszyscy stanowili jedną rodzinę. Niemalże nie spotykało się wśród nich chorób, chociaż była śmierć, ale starzy ludzie umierali cicho, jakby zasypiając, otoczeni żegnającymi ich ludźmi, błogosławiąc ich, uśmiechając się do nich, odprowadzani z kolei ich pogodnymi uśmiechami. Bólu, łez przy tym nie widziałem, była tylko miłość spotęgowana aż do zachwycenia, jakie daje spokój, spełnienie, kontemplacja. Można było pomyśleć, że obcują jeszcze ze swoimi zmarłymi i że ziemska łączność z nimi nie została zerwana przez śmierć. Prawie nie rozumieli mnie, kiedy pytałem ich o wieczny żywot, ale widocznie byli bezwiednie tak pewni jego istnienia, że nie było to dla nich problemem. Nie mieli świątyń, ale mieli jakąś powszednią, żywą i nieustanną więź z Całym wszechświatem. Oczekiwali tego momentu z radością, wszelako nie spiesząc się, nie tęskniąc za nim, lecz mając go już jakby w przeczuciach serca swojego, o czym wieści podawali sobie nawzajem. Wieczorami, udając się na spoczynek, chętnie tworzyli zgodne harmonijne chóry. W pieśniach tych przekazywali wszystkie wrażenia, których dostarczył im odchodzący dzień, sławili go i żegnali się z nim. Opiewali przyrodę, ziemię, morze, lasy. Lubili składać pieśni o sobie i wychwalali się też nawzajem, jak dzieci; były to całkiem proste pieśni, ale wylewały się z serca i przenikały serca. Zresztą nie tylko w pieśniach – rzekłbyś, całe życie spędzali jedynie na wzajemnym podziwianiu się. Było to jakieś powszechne zakochanie, całkowite, wszechogarniające. Ale niektórych pieśni, uroczystych i ekstatycznych, prawie zupełnie nie rozumiałem. Rozumiejąc słowa, nigdy nie umiałem przeniknąć całego ich sensu. Pozostawał jakby niedostępny mojemu umysłowi, natomiast serce moje wchłaniało go bezwiednie i coraz bardziej. Często mówiłem im, że ja to wszystko od dawna już przeczuwałem, że cała ta radość i chwała odzywała się we mnie już od naszej ziemi tęsknym wołaniem, graniczącym czasami z dotkliwym smutkiem; że przeczuwałem ich wszystkich, ich wspaniałość w snach mego serca i w marzeniach mojego umysłu, że często nie mogłem patrzeć na ziemi naszej na zachodzące słońce bez łez... Że w nienawiści mojej do ludzi naszej ziemi zawsze kryła się troska; czemu nie mogę ich nienawidzić bez kochania, czemu nie mogę im nie przebaczać; w mojej miłości zaś do nich troska: czemu nie mogę ich kochać bez nienawiści? Słuchali mnie i widziałem, że nie mogą sobie wyobrazić tego, o czym mówię, ale nie żałowałem, że mówię im o tym: wiedziałem, że rozumieją całą moc mojej tęsknoty do tych, których porzuciłem. Tak, kiedy patrzyli na mnie swym kochanym, pełnym miłości spojrzeniem, kiedy czułem, że przy niech i moje serce staje się równie niewinne i szczere jak ich serca, nie żałowałem, że ich nie rozumiem. Uczucie pełni życia zapierało mi dech i w milczeniu modliłem się do nich."

komentarzHm. Bardzo to ciekawe. Skąd to? Brzmi trochę jak Dostojewski :)
Darcane, 2010-04-05 21:33:19
komentarzA, dobra, widzę tytuł. Miałem rację. :) Hm. Sam nie wiem, czy chciałbym, żeby u nas tak było...
Darcane, 2010-04-05 21:34:23
komentarzA jednak przewija się w naszych myślach tęsknota za wszechobecnym dobrem.
Leibnitz mówił, że już żyjemy na najlepszym z możliwych światów.
Nie wiem, czy warto się zastanawiać...
Aś, 2010-04-05 22:06:57
komentarznawet jeśli, to nie my czynimy go najlepszym...
Ka, 2010-04-06 08:42:53
komentarzjakoż to, droga panno? Ziemia istotą- jest- a czynisz ją m.in ty, ja i ta pani... w te i we w tę..
tak w klimacie mi sie nasunęło..
"I tak zaczelo sie falowanie na spokojnych wibracjach pokoju wsrod ludzi
naszej planety, niech spokoj przeniknie nasze serca,a umysly niech zlacza
sie w jeden wielki organ wolnej swiadomosci... Badzmy ukojeni we
wszystkich naszych dzialaniach...lączmy sie w transcendentalnym tancu
dusz
wszystkich istot zyjacych tu i wszedzie , a dookola niech wszystko
tanczy....-Czysty umysł...Umysł czysty-... I wolni od przyzwyczajen,czysci
jak zrodla wody zyjacej nami,a w oczach ogien ,ktory spala wszystkie
klopoty i niech serca biją w rytmie natury, którą jesteśmy,bądzmy dziećmi
bez ograniczen,pozućmy iluzje,bądzmy prawdą czystych myśli...teraz i
zawsze i niech Milosc i Wolnosc beda nami wszystkimi...Czas i
przestrzeń...."
taokoalo, 2010-04-06 11:12:27
komentarzWidzi Pani szanowna, ja mówiąc 'my' ludzkość na myśli miałam.
A nastawienie takież ponure, bo naprawdę ponurych widoków się wczoraj naoglądałam, jak ta większa część ludzkości gwałci własną matkę Ziemię...
Ka, 2010-04-06 20:23:03
komentarzA było się szwędać po jakichś INDUSTRIALACH? A w ciapąg się wbić, pojechać z jakieś 100 km i tam wciągać nosem i okiem naszą mamę Ziemię to i nastrój bedzie lepszy. Pozdrawiam
Marecki, 2010-04-06 22:04:23
komentarzjasne że lepiej. Ale czasem warto w poligono industrial się wbić na 3 godz., coby nie żyć w błogiej nieświadomości, że ludzie ino piękniochem Gaję traktują. To będzie najbrzydsza galeria na Pisassie. I ciesze się. To był piękny spacer :)
Aldaron, 2010-04-07 00:07:48
komentarzTa ludzkość chyba też nie jest sama z siebie zła. Nawet ta masa, ci ludzie, oni chyba po prostu zapomnieli o tym kim są naprawdę. Nie wszystkim, niestety, można to jeszcze przypomnieć, zresztą to nie ma chyba sensu. Leibnitz miał rację, dlatego trzeba się tym światem cieszyć i nie przejmować się zbyt wiele tymi, którzy nie chcą.
Darcane, 2010-04-06 23:02:21
komentarzi tego trzymać się trzeba
lepiej sobą pokazywac niż brzydactwem dokazywac.

[[panienko K, ja tam się nie utożsamiam z tym marnym gatunkiem ;]]
taokoalo, 2010-04-07 00:59:02
komentarzStanisław Vincenz
Wielkanoc Rachmańska

Świętowanie rachmańskie, od dawna znane na całym wschodzie Rzeczypospolitej i w dorzeczu Morza Czarnego, zapewne najlepiej zachowało się w górach karpackich i może jeszcze się tam rozwinęło. Od dawna wierzy się, że za morzami, daleko na wschodzie słońca, niektórzy mówią \"na największych górach na ziemi\" - żyje cnotliwe, życzliwe dla wszystkich co żyje, a pokrewne nam plemię Rachmanów. Oddzieleni są od nas przeszkodami nieprzebytymi. A jednak modlitwą, postem nieustannym, życiem pełnym cnót w miłości i w zgodzie wzajemnej utrzymują ten nasz świat ludzki i odnawiają go. Wszystko co dobre im zawdzięczamy, dzięki nim żyjemy na tym świecie. \"Rachmanowie to chrześcijanie\" - tak się powiada - ale osobliwi jacyś, mnisi widocznie i zapewne czarownicy potężni lecz łagodni. Dalecy oni a bliscy nam, chyba nie co innego jak ludzie, a jednak nadludzcy jacyś i uświęceni.
Z tymi dalekimi istotami możemy się komunikować raz do roku. A może dwa razy? Naprzód my dajemy im znak: w Wielkim Tygodniu zaczynając od środy, czasem aż w piątek lub w sobotę, taki jest obyczaj, rzuca się skorupki jaj wielkanocnych lub pisanek przygotowanych zawczasu, na wodę płynącą. Za pięć i pół tygodnia skorupki przemienią się znów w jaja i dopłyną do Rachmanów, tak się wierzy. Wtedy oni, Rachmanowie, podzielą się jajkiem wielkanocnym. Są tak zgodliwi, że dla dwunastu starczy jednego jajka. Świętują Wielkanoc swoją - rachmańską. Z kolei sami dają nam znak: dzwonią w dzwony. W dniu tym nasi ludzie w górach przykładają ucho do ziemi. Powiadają że słyszą dzwonienie zza dalekich mórz. W tym dniu świętujemy tutaj u nas Wielkanoc nazwaną rachmańską.
Trudno w to prawie uwierzyć, ale nie ulega wątpliwości, że do wszystkiego tego dały zaczyń niegdyś wiadomości o Indiach, o Brahmanach czy też o klasztorach buddyjskich, przekazane zachodniemu światu przez ciekawych podróżników i pisarzy greckich. Według relacji znajdującej się u Strabona, uczeń szkoły tzw. cyników, imieniem Onesikritos, który jako morski oficer Aleksandra Macedońskiego przebywał u Indów, napisał pierwszą książkę o Brahmanach czyli jak ich nazywał gimnosofistach. Te wiadomości dostały się do powieści aleksandryjskich, a nowogrecka wymowa zmieniła Brahmanów na Wrachmanów i w tej formie dotarły te tradycje o Urachmanach lub Rachmanach do kronik staroruskich, jak je znajdujemy w tak zwanej \"letopisi Nestora\".
Święto rachmańskie ma ton szczególny: od ludzi - do ludzi zwraca się znak-ofiara i słowo modlitewne. Od ludzi omylnych i niemądrych do mędrców, od skłóconych i zawistnych do zgodliwych, od grzesznych i gnuśnych do miłosiernych i przyjaznych światu - Rachmanów.
Jak świętować ten dzień? Przepisów na to nie ma. Jak najgodniej! To rzecz osobista, intymna prawie każdego człowieka lub każdej rodziny.
A może jeszcze inne tchnienia się tu dołączyły? Może biblijne powiedzenie, wzruszające lecz dumne starohebrajskie \"rachmonim bene rachmonim\" - co znaczy: miłosierni synowie miłosiernych (tak Żydzi powiadają o swoim rodzie) - położyło swą pieczęć. Przypuszczano także, co jednak nie tak przekonywujące, że początkowe słowa Koranu \"Bismillahi rachmani\" (W imię Boga wszechmogącego, miłosiernego) weszły do tego stopu. W mowie pozostały trwałe ślady, jak słowo \"rochmanić\" w starej polszczyżnie, co znaczy łagodzić, ujarzmiać. A tu u nas słowo \"rachmanny\" znaczy łagodny, miłosierny, i dalej dają świadectwo swe przysłowia ludowe i liczne nazwy miejscowości na całym wschodzie Rzeczypospolitej.
A wszystko to jakby pretekst tylko. By stopić różne tęsknoty: wzniesienie mistyczne Indii i jej tolerancję. Żydowski kult miłosierdzia. A gdyby tamto przypuszczenie co do Koranu było słuszne, mahometański pęd do jednoczenia ludzi. Poprzez starogrecką ciekawość i pasję do charakteryzowania, poprzez aleksandryjską skrzętną uczoność. Całość jak witraż na tle nieba gwiażdzistego na mrocznym tle średniowiecza: nadawało ono wieściom tym taką cechę odległości, taką perspektywę, jakby się działy między niebem a ziemią, albo gdzieś na innej, nieosiągalnej ziemi. Wszystko zaś złączyła słowiańska dobroć, serdeczność ruska, serce miłujące, gościnne dla świata.
Uczymy się, czego nas też uczyć powinny dzieje Rzeczyposopolitej, jak potrzebne, jak cudowne nawet są te zaślubiny dalekich światów. Zaślubiny Rusi i Rzeczypospolitej z Indią.
(\"Na wysokiej połoninie?, t. 4: ?Barwinkowy wianek\",
Warszawa 1983, s. 437-439)

~Herbert, 2010-04-06 17:56:05
komentarz"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy przychodzi ktoś, kto nie wie, że się nie da i właśnie to robi" :))

Aś, 2010-04-07 20:04:33
komentarzgaworzyć, ubierać w racjonalizacje i wyjaśnienia
zgubienie swoje tłumaczyć na sposobów wiele, oceniać
chodzić od ściany do ściany swoich przekonań,
czynić takoż, udając co innego

nie wiem
~homoszkodnikus, 2010-04-08 09:53:09
komentarzŚwiat jest tak piękny i drgają w nas maleńkie atomy. I widzę swoją dłoń- kupę atomów i czuję, że musi ona trzymać inną dłoń. Wszyscy ludzie składają się z tych samych atomów, a nas dzielą takie drobnostki jak kolor skóry czy pochodzenie. Choć jeżeli słuchasz uważnie... Usłyszysz kroki Indianina kryjącego się w amazońskiej dżungli, by upolować zwierzę- święte zwierzę, które żyć daje i głód odpędza. I usłyszysz stąpanie człowieka na suchej ziemi, który będzie się o deszcz modlił, bo wie, że ten deszcz życie daje i piasek zazielenia. A niektórzy świętości nie mają, nie słyszą kroków swych odległych braci, bo zagłusza je telefon od szefa i wielka ciężarówka sunąca po betonie. I Ziemię naszą drążymy jak pasożyty, zamiast w symbiozie egzystować. I powiem jak człowiek, co liczy metalowe krążki, i jak każdy porost powiem: symbioza się opłaca.
~Gulasz, 2010-04-09 20:36:00
komentarzGulasz... Cudne to to, dziękuję
Aldaron, 2010-04-10 10:38:02
komentarzopłaca opłaca zależy komu
liczmy zatem krążki i drążmy
usłyszysz i uwidzisz co chcesz widzieć
znaczy nie słuchasz, nie patrzysz
jeno domyśliwujesz, domyśliwuję
poluję na to co podobne i podoba mi się i powiadam "jakie to piękne"
słonko ślizga światłem po gałązkach, małe listki, wiatr, śpiewa ptak
zwierzakiem jestem i wszystko co ludzkie jest mi obce...
~homoszkodnikus, 2010-04-10 15:29:13
Niemanie odwiedziło 1914103 istot,
a 7281 zostawilo po sobie slad.

Grafiki

Niestety, niektóre mają nieciekawą jakość... Ale to z winy bloga. Powalczę dalej, ale póki co...

Rysunki Mussira

Pastelowe Włóczykije

Grafiki Aniołka

Galeria Kingi

 
statystyka