Znowu i znowu nie pisałam tak długo..
kilka szkiców jakiś kiedyś tam powstało ale kiedy je przeczytałam
stwierdziłam że sama ich nie rozumiem..(tak bardzo chcemy być
rozumiani..) Więc umarły gdzieś w internetowej przestrzeni
lala:)
Teraz w Grabówce się zakopałam by próbować szukać/znaleźć sens
jakikolwiek mojego istnienia na tym dziwacznym świecie... ciekawe
co z tego wyjdzie..tak naprawde przestałam już walczyć o jakąś
nadzieję, światło bijące znikąd czy o po prostu spokój. To miejsce
jest tak niesamowite, że całe moje jestestwo zwariowało i zaczęło
żyć swoim własnym tempem, którego mój marny rozum nie ogarnia i
czasem wręcz staje w miejscu i staje się trzema ogromnymi znakami
zapytania.
Może to pomoże rozwiązać zagadkę w mojej główce..
Staramy się tu żyć najlepiej jak umiemy, początek jest narazie
trudny, zróżnicowanie charakterów i osobowości, nawyki tak bardzo
nasze niekoniecznie współgrają w jednym rytmie czasem ale wszystko
nas umacnia i sprawia, że zżywamy się ze sobą coraz bardziej.
Przynajmniej ja tak to czuję;)
Tyle istnień tutaj mi towarzyszy... Ptaki, zwierzęta, które uparcie
dążą do tylko sobie znanego celu, potężne kojące duchy drzew i
roślin, powietrze tak czyste, że aż me śląskie płuca się nim
zachłystują zaskoczone...aj ta naturalność wszędzie wszędzie tak
bardzo marzona gdzieś tam głęboko do mnie przychodzi na
całego....
Czosnek, który szaleje uradowany z zawrotną prędkością
przemierzając łąki i wszytskie trudności terenu kiedy ja ledwo
unikam złamania karku. Gdyby raczył tylko wracać jak się go
woła(jak określił to Beret) to już wogóle pełnia szczęścia:)
Tak, jest dobrze- rozwijać się tylko trzeba by nie ugrzęznąć w
jakimś punkcie i tego się staram trzymać...
Pozdrawiam ciepło i tulę. Tęsknie