.
miałam dziś piękny sen.
mieszkałam w cudownym miejscu, które wprawdzie nie było wsią, ale zamkniętą przestrzenią.
wiedziałam jednak, że to etap przejściowy, że życie na wsi jeszcze nadejdzie.
ale to nie miało większego znaczenia - potrafiłam być szczęśliwa.
tak spójna i spokojna w sobie, tak radosna, bo zaczęło faktycznie działać to,
do czego przez tyle lat dążyliśmy...
dążyliśmy - ja i ludzie, z którymi mieszkałam.
tworzyłam tam najpiękniejsze możliwe relacje międzyludzkie -
oparte o czystość miłości, oparte o przyjaźń...
jeśli istnieje jakiś idealny możliwy model poli-relacji,
to właśnie to się wydarzało w moim sennym życiu.
śniłam też, że miałam trójkę cudownych dzieciaków.
miały po 18 m-cy, a funkcjonowały jak dorośli -
wiedziały, o której należy pójść spać, jak zdobyć pożywienie, jak zagospodarować czas i na co trzeba uważać.
mając jednak tę dziecięcą radość i mądrość w sobie, były niesamowicie szczęśliwe.
okazało się, że w moim śnie dzieci 'powstawały' nie przez akt miłości fizycznej,
ale przez miłość jako uczucie - gdy stawało się ono naturalną dojrzałą formą bytu..
gdy ogarniało już swymi mackami ciało, umysł, ducha, otoczenie, wszechświat - kobieta po prostu zachodziła w ciążę...
jak bardzo musiałam być w swej miłości szczęśliwa, by stworzyć w sobie taki CUD jak trójka szczęśliwych dzieci...?
Niestety, niektóre mają nieciekawą jakość... Ale to z winy bloga. Powalczę dalej, ale póki co...
i kiedy wstawałem to ją sobie nuciłem
Co do powstawania dzieci, to ja myślę, że o coś takiego naturze chodziło właśnie. Gdy miłość jest tak wielka, że dwie osoby stają się jednością (a to tylko pociąga za sobą zjednoczenie fizyczne) wtedy powstaje dziecko.
A może to tak jest, że podczas aktu cielesnego powstaje tylko ciało, a dusza zradza się z uczucia między rodzicami?
Tylko w moim śnie dzieci nie były tworem dwojga ludzi, lecz mnie samej. A raczej - Miłości, która była Źródłem.
Nie istniało pojęcie ojcostwa, dualizmu płciowego, itd., w ogóle płeć nie istniała! To było najgłębsze porozumienie z Matką Naturą. To jakby ona wiedziała, że ta Absolutna Miłość jest po prostu Dojrzałością i Gotowością, a wtedy obdarowywała Istnieniem... ciężko to opisać, to w końcu tylko sen...
Dziwne rzeczy Wypisujesz - Przedziwne. Tym bardziej jest to przynajmniej dla mnie osobliwością, gdyż aktualnie pochylam się nad dziełem niejakiej Marii Valtorty Poemat Boga - Człowieka. Właśnie czytałem w dziele tej wizjonerki, na czym polegał grzech pierworodny, kiedy odnalazłem opis Twojego snu. Pomyślałem sobie ze warto by było zobaczyć jak w jej wizji wyglądało samo zwiastowanie no i jestem pod niezwykle możnym wrażeniem. Właściwie to skłoniło mnie by zapisać kilka zdań mojego komentarza oraz wysłać Tobie Link gdzie można znaleźć piękny opis jakiego chyba nikt dotąd tak nie przedstawił. Dzieło Valtorty jest nie tylko pod względem literackim niezwykle, jej wizje zdają się również posiadać magiczna glebie. http://www.youtube.com/watch?v=SUSDD-lLi7U&feature=related.