no chodz,
pobawimy sie w szczęście.
ja mu dam twarz, a ty głos, którego nie zapomnimy nigdy.
namalujemy na szybie małe drzwi i przejdziemy przez nie, żeby tam,
po drugiej stronie, utonąć w małych obszarach szaleństwa.
otoczy nas chłodna przestrzeń i sto mil ciszy, nieskażonej żadnym
wspomnieniem.
położymy się na trawie i zerwiemy kwiaty, które stanowią
niewidoczną granicę między nami.
ludzie rozpłyną się w powietrzu w niewytłumaczalny sposób,
zabierajac ze sobą wszystkie niskokaloryczne marzenia.
(słowo tutaj nic nie będzie znaczyło, bo przecież od zawsze
wybieramy tylko takie miejsca, których inni nie mogą sobie
wyobrazić.)
kupimy troche złudzeń, by poprzestać na tym, co dodaje nam
skrzydeł.