i
tak od tygodnia się zbieram do pisania... bo Kazimierz cudny i w
Łódce dobrze i Warszawka przychylna...
weekend poprzedni owocny, przez Lublin z Kingą do Kazimierza
uderzyłyśmy, coby troszkę pozarabiać. wybierałam się tam od lat i
dopiero teraz się udało dotrzeć. Kazimierski klimat, krakowski
przypomina chwilami, dzięki temu także urzeka... mnóstwo
pozytywnych ludzi, piękne miejsca [choć ze zwiedzaniem kiepsko
przez pracę ;], wieczory krótkie i intensywne... dobry klimat.
uprzejme gesty, piękne spotkania, a i sprzedało się sporo biżuterii
:) gdzieś w tamtejszości zajadając się ambrozyjskimi lodami
spotkałyśmy Grzesia oraz Dagnę, Agatkę i Milenkę - też
sprzedające swoje wyroby :) w międzyczasie spotkanie z Wegą
rozsiewającym nieustannie wieści o Aborygenach; propozycja
noclegów, nie trzeba było namiotu rozstawiać na szczęście :)
wieczorkiem dziewczyny zabrały się za fire show, a następnie odbył
się uroczy babski wieczorek w knajpce na rynku :) tak, trzeba mi
było posłuchać, podyskutować, spędzić czas z kobietkami. w
niedzielę wczesnym wieczorkiem ruszyłam stopem w stronę Łodzi, ale
poprzez nocne ciemności przedarłam się jednak do Warszawki. w
Białym Domku przecież nie było mnie pół roku chyba. niewiele się tu
zmieniło, może poza niewielką wymianą personalną ;)
wykończona weekendem, pogodą i podróżami [jakże męczących i nudnych
kierowców miałam w obie strony] zdołałam jednak troszkę posiedzieć
z mieszkańcami dawno nie widzianymi... - bardzo sympatyczny
wieczorek także. no ale niestety musiałam na jeden dzionek do Łodzi
jeszcze skoczyć, spotkania umówione, znów udało się sprzedać kilka
bransoletek, naszyjników; no i dobre chwile z tatą, z przyjaciółmi,
siostrą. całodzienne pływanie po mieści znów. każdy dzionek
wypełniony po brzegi, do wieczora aż, kiedy to można było wrócić do
domku i spokojnie ugotować dobry obiadek, parę zdań z ludkami w
Czerwonołazienkowej zamienić. a teraz znów Wawka, spotkanie z C. po
4 latach milczenia, jakże dobrze było, jakże pięknie 'powrócić'...
niebawem organizujemy po 4 latach nasz Sabat Czarownic... ciekawość
i czekanie na ten czas. ale to dopiero w przyszłym miesiącu... a
dziś? dziś prawdopodobnie Olsztyn, a dalej dawno nie widziana
chata, Pogórze Dynowskie; później już pewnie zlocik na Jurze...?
obaczymy, gdzie Droga zawiedzie.
to dobry czas. dzieje się, są konkrety, jest czas i są ludzie.
wszystko jakby na swoim miejscu. w miarę możliwości poukładana
rzeczywistość. raczej brak niejasności, wątpliwości. i chyba o to
chodzi. dawno się nie szwędałam po Polsce, brakowało tego...
i w takim razie - do zobaczonka gdzieś tam kiedyś na szlaku, hej!
:)