-Witaj!
-Co tu robisz?
-No jakto co? Przyszłam zobaczyć jak się miewasz
i sprawdzić czy aby nie czujesz się nazbyt samotnie.
-Ironiczna, jak zawsze! Witaj.
-och, daj spokój. Taka moja natura. Zresztą jak i Twoja. - mówi z
wolna Samotność
-No tak. Tak.
Cicho.
Tylko wiatr tak śmiesznie świszcze za oknem
rozsypując pojedyncze grudki śniegu, bo płatkami tego nazwać nie
można.
Tak więc lekki powrót zimy. Po co?
-Nic nie mówisz i patrzysz jakbyś mnie nie widziała. - rzekła
znienacka
towarzyszka od obserwowania śniegu
-Nie muszę Cię widzieć, by czuć Twoją obecność.
-Patrzysz nie na mnie ale przeze mnie i uśmiechasz się. To
nietaktowne.
Cisza głęboko rozlała się po pokoju okrytym poświatą
zmierzchu,
po chwili przerwana szeptem stanowczym
-Bo to tak jak uśmiechasz się
do przestrzeni
i nie masz komu podarować tego uśmiechu,
nikt nie siedzi naprzeciwko twoich snów czy słów
(obojętne)
Nikt nie czeka na ten nieznaczny gest ust
w tym momencie, właśnie tym.
Wiesz to, ale i tak się uśmiechasz.
A uśmiech nie jest smutny.
-Nadzieja? -Pyta uprzejmie bez zaciekawienia. Widocznie zna
odpowiedź.
-Może...
samotnością, chyba coś tracę. mam takie wrażenie jakbym się
przezroczysty stawał, czasami, tak trudno mi to opisac. a nadziei
zakneblowałem usta :X żeby nie kusiła.
być spokojna i nawet ciekawa. Wyostrza na przyrodę, pozwala wniknąć
i podejrzeć to co ważne, to co wewnątrz. A Nadzieji to chętnie
dałbym po łbie, ale nie dam :)
przewodniczka, uczy wychodzenia sobą (także sobie) naprzeciw z
ofertą nadziei. Pozdrawiam