jeżeli roztrzaskają nam głowę, nie
przywiążemy do tego większego znaczenia. jest to niechybny znak, że właśnie taką
mamy ją mieć.
(bł. Josemaria Escriva de
Balaguer, założyciel Opus Dei)
po mału
po cichu
po
wracanie
4 ściany i jakoś tak nie
jest do końca pusto, nawet gdy wszyscy istnieją gdzieś
indziej...
obiecałam
napisać
ale nie umiem pisać
`relacji`...
dzieje się coś dziwnego gdy
naprawdę podejmujemy decyzję, że ogranicza nas tylko
wyobraźnia.
następuje sprzężenie
zwrotne.
świat zaczyna wierzyć w to
samo.
dzieje się coś dobrego gdy zaczynamy mówić ludziom siebie,
dzieje się - gdy pozwalamy sobie na prawdziwą ucztę życia - zmęczeń
biegów i medytacyjnych przystanków... na progu świtu lub na widok
łódzkich ślepych okien, oskalpowanych ścian. [od czasu do czasu
nawet śmiech szaleńczy katatonia]
to wszystko
gdy nie zostawiamy sobie się
na później.
bądź uważny...
dzięki Wam wielkie.
dąż do szczęścia.
jest coś ekshibicjonistycznego w pisaniu postów, coś co jest bardzo
nie moje...
ponoć powinniśmy robić to właśnie, czego się boimy
jakiś czas temu miałam surrealistyczny sen.
byłam na zlocie... czy w jakimś innym podobnie pełnym znajomych
twarzy miejscu... usnęłam w swoim śnie.
i przebudziłam się, przebudził mnie odgłos pękającego lodu. zlot
okazał się być snem właśnie. stałam w lekkiej nocnej koszuli, boso,
a wokół we wszystkie strony po horyzont rozciągało się
jezioro.
pękające i zamarznięte. ja zaś - ledwo co obudzona. boso, tak we
śnie, jak i na jawie nie umiejąca pływać.
długo trwała ta samotna przeprawa przez biel.
gdy obudziłam się po raz kolejny, na krzywej w łodzi, stopy miałam
już odmrożone. traciłam nadzieję.
nie polecam nikomu lunatykowań po jeziorach.
choć wiem, że to bez sensu - każdy gdzieś znajduje swoje zimno i
kruchość,
zamknięcie.
nie mówię tylko o tym, że się przestraszyłam.
dwa dni dochodziłam potem do siebie.
do dziś ciągnie się za mną przeziębienie.
żeby móc być naprawdę razem musimy uczyć się osobności.
poznać granice swojego atomu, swojej skóry. poszerzać granice
umysłu i serca, by nie szukać ludzi jako luster, które pomogą nam
ponazywać siebie, poukładać i oswoić, ale...
po prostu jako ludzi kochanych, bez względu na dźwięki,
zgrzyty, melodie i odległości.
wtedy z naszych zgrzytów układa się melodia ...
(a zlot - był. ten ostatni. piękny. ludzie piękni i dobro, dobro
niezwykłe. choć może miałam tylko dwoje oczu i gorączkę, która,
nota bene, powraca. może jest w tym lekarstwem-szaleństwem.
mój łepek ostatecznie jak czerwona kropla siarki potarta o draskę,
jak zapałka. niech i tak będzie, jeśli ma być.)
dobrej nocy.
parabolka
dzieki
pozdrawiam
Yeshe
yeshe.bloog.pl
dają... ładnie wszystko ujęte. A sam tytuł posta to juz bardzo,
bardzo, BARDZO. Byliśmy Jesteśmy i Będziemy. Hej!
nieświadomie uczą, jak już tylko sie odkryje, że to właśnie nasze
lustra... dziękuję za spotkanie :)