Miałem być w Częstochowie, ale cóż nie
udało mi się dotrzeć... pogoda taka, że stopa nie chce sie łapać, a
jutro wrocław, One Love - regowy festival. Kamerka w łapę i kolejne
filmy koncertowe.
Taka trasa robocza się wyznaczyła znów, Jutro One Love, za tydzień
Gentleman, zaraz po nim do wawy na Black Uhuru, dalej Food Not Bomb
i jeszcze jakieś imprezki po drodze...
Lepsze to niż nagrywanie programów o cheerleaderkach czy tworzenie
newsów dla lokalnych wiadomości... Choć realizacja programu o
pieskach całkiem ciekawa była :)
A tak pozatym... zimmmmno sie robi, odczuwam to ostatnio znacznie,
zwłaszcza jak mi coś odporność pada, znów zapalenie gardła mnie
łapie, ehhh
Do tego studia, które raczej płyną mi obojętnie, niż me ambitne
wizje prosto z głowy. Zero ambicji do nauki, chyba jednak kierunek
nie jest mi wielce oddany...
Jakoś tak ostatnio wszystko mi spokojnie przemija, żadnych
większych wybić, wszysto płynie, jakoś tak monotonnie, ciągle to
samo, ni to źle ni to dobrze... może jakiejś miłości brakuje... ale
budzi sie człowiek z nadzieją że dziś spotka miłość swego życia i
odrazu lepiej :) taka afirmacja dobrze wpływa, no i nutka nadzieji
poznania osoby z marzeń czy snu... może dziś, może jutro...
Takto... płynie sie...
:-)
Wodnik
...
:-*
opuszczasz się :P