Oj zadziało się trochę tu,jak
mnie nie było widzę.A ja anioły w Bieszczadach próbowałam w tym
czasie doścignąć.Cztery dni samotnej wędrówki po górach wyciszyło
mnie,uspokoiło,by w końcu jakimś dziwnym zdziczeniem się
stać,stanem,który w jakiś sposób zaczął mi się podobać.Brak
potrzeby rozmowy,kontaktu,totalne zamknięcie się w
sobie,zakorkowanie,dziwność jakaś się stała.I tak bym trwała w tej
dziwności złej,dobrej..gdyby nie "Bieszczadzkie Anioły"i spotkanie
pierwszego dnia festiwalu mnóstwa gąb tak dobrze znajomych.Oj
działo się tyle..do późna w nocy śpiewanie,siedzenie przy wspólnym
stole,pogaduchy..Nie musieć,a chcieć w tym uczestniczyć.A nad
wszystkim góry obserwujące,życzliwe,obiecujące jeszcze
tyle..Koncert sam wyczerpujący,długi..Chęć by nie uronić niczego i
świadomość,że tyle umyka.Ech.Powrót i decyzja o powrotach
wielu,zawsze...A teraz znów rzeczywistość skrzeczy,ale jakoś te
skrzeczenie znośniejsze jest i tak nie przeraża.Akceptacji mi
trzeba i ludzi dookoła,a jeśli jest przy tym jeszcze droga pod górę
na której można być samemu przez chwilę i z której można zejść to
jest po prostu pięknie.
Bieszczadzkie Anioły :) no prosze 2 osoba z niemania:)
Spotkałam na festiwalu Płomienną ... miło było chwileczke pogadac
... i te góry niesamowite.... ach ... rozumiem o czym piszesz .
Tyle ze ja z towarzystwem 10 osobowym ruszyłam na podbój było
wesoło i moze góry przemawiały do mnie ciszej bo wokół tyle dusz
kochanych ...
Jeszcze przed festiwalem wybralismy sie na szczyt smerek. Oj ciezka
to była przeprawa ... padał deszcz , było ślisko i troche
niebezpiecznie. A my pocinaliśmy przed siebie ubrani w worki na
śmieci.... chłopcy mieli czarne solidne wory:) dziewczyny
niebieskie. Wygladałyśmy jak workowate aniołeczki:):) Jak juz
dotarliśmy na szczyt nic nie było widac ... byliśmy niczym ludzie z
mgły ... Ja oczywiscie darłam na góre w trampeczkach ... tez bardzo
rozsadnie :/ ... ale udało sie:) jupi wylazłam i zlazłam :)
szczesliwie. Na festiwalu ujrzałam jeszcze kilkoro ludków
pielgrzymkowych ... i koncertów co niemiara ... pieknie tak sie
darzyło moze bez pogody ale z pogodą ducha:) tez ładnie.
Pozdrawiam cie słonecznie i życze najlepszości - niech sie darzy :)
NIech bieszczadzkie anioły chronią cie od złego :*
butach się przejawia.Ja przełaziłam te dziesięć dni w górach w
trampkach (trochę głupio się przyznawać);),ale za to mogę
powiedzieć "co wy o błocie wiecie"?:).Sympatycznie,że gdzieś tam
byłaś,pomimo tego,że się nie spotkałyśmy.Bieszczadzko -anielskie
uściski ślę.