Już po festiwalu...pięknie było,
pozytywnie. Trzy dni muzyki i spotkań z ludźmi. Sobota reggae,
sąsiedzi z pola, a raczej prywatnego ogródka w którym udało nam się
rozbić namiot za za dobrą kawe(nazwy nie będę wymieniać :) grali 3
dni na bębenkach , tańce, śpiewy :) Teraz fizyczne zmęczenie, nogi
bolą, ale odpoczynek i ulga w duszy jest. Spotkałam też Aniołka.
Ciągnie mnie dalej, ale póki co trochę odpoczynku. Czekam na fotki
od Aniołka i pozdrawiam!
okolicę "pielgrzymki" - lub Olsztyna k/Częstochowy.
Pozdrawiam