Na tablicy ogłoszeń trochę zmian.
Deszcz, pierwszy taki, jesienny. Tam w górze, tam w lesie na pewno się zmieniło. Na pewno nie jest tak, jak na ostatnim genialnym grzybobraniu (głównie kurkobraniu). Już nie przytulnie, ciepłojesiennie tylko zimno i mokro. Zwierzęta i inne istoty pewnie od dawna przeczuwały tą porę, a nam zostaje sprawdzenie prognozy w necie - ponoć weekend ma być ciepły.
Zawieszenie muzyczno egzystencjonalne trwa. Czuję, że niedokończnone sesyjno-studujnie, niepuszczone w świat piosenki blokują te następne, a mizeria koncertowa w tym roku daje mocno po ego. Ego, eh, ego...
W końcu jeśli ta trzecia płytka powstanie wreszcie, będzie miszmaszem profesjonalno(?)-amatorskim, co będzie miało na pewno jakiś urok, ale projekt będzie zupełnie inny niż zamierzałem. Materiał w sumie już jest prawie. 2 piosenki może nagrać i tyle..
No właśnie, a czy nie lepiej nie zamierzać w życiu za dużo? Otwarcie, przyjmowanie, wu wei, niech się stanie. Z jednej strony wszystko zależy od nas, z drugiej nie do końca jesteśmy architektami swego świata. Paradoks? Może, a może zachwianie Wiary - bo ona nie jest tworem na własność, tylko takim, któy istnieje, jeśli go pielęgnujesz. Pam, pam...
Ciekawy człowiek, za lasem. Powiedział dziś przy plackach ziemniaczanych parę ciekawych rzeczy. Niektóre wręcz dosłownie jakby cytowane z tych właśnie niedokończonych - wtedy czułem dreszcz i znów to uczucie, że wibracja ta sama (trochę xp do Wiary na pewno się przyda.) Wibracja to nie wiara ani racja. "Wie się", że tak jest w jakiś uniwersalny sposób i już. No, można jeszcze użyć terminu "czuje się to tak samo", ale to już nie do końca trafnie jest.
Wieje i pada, jest noc, jest czas dla siebie... Naprawdę, niesamowite jest kiedy człowiek zostaje sam ze sobą, bez bodźców zewnętrznych. Bez "muszę", "chcę" i takich tam. Sam ze sobą, skupiony na sobie słuchający siebie i reagujący na siebie. Tyle rzeczy mówi nam codziennie od lat nasze ciało i duch, a my prawie nigdy nie słuchamy, bo zawsze jest coś ważniejszego. Ten głos nasz wreszcie się przytępia i trzeba czasu, by go dobrze słyszeć. Właściwie to dzisiaj trzeba cudu by go Usłyszeć. I dużo pracy nad sobą by stale słuchać. Bo bez siebie daleko się nie zajdzie. Banał, nie?
Ale tęskni się też, dobrze się tęskni...
...bo na końcu jest właśnie ta Jedność, Bóg, Bogowie, Przeznaczenie, Natura, Kosmos, Nic, czy jak to tam człowiek po swojemu usiłuje określić, a poza tym doskonała pustka, z której jest wszystko i w której jest wszystko.
Tak czuję.
Hej !
Nie pisze się ostatnio zanadto cosik. Mieli się wiele w środku. Lato dojrzewa przepięknie. Obietnica spokoju w świetle Suońca rozświetlającego polany i tam wyżej Las. LAs, któy czasem mam wrażenie zawsze wiedział wszystko. A my tu w sobie toniemy w pytajnikach.
A tak prozaicznie. Temat "Muzyka i jej relacje ze światem materialnym" - leży. Mam takie wrażenie. Pewne etapy po upływie czasu się kończą, jest potrzeba grania, grania i grania. Rozbijanie się po menadżerach studiach nagrań, jest tak inne niż ta potrzeba śpiewania. Zdrzerzenie przekazu z realem materialnym (na tym trzeba zarabiać, teraz na wszystkim trzeba zarabiać, pamiętaj, zarabiać)
Bo na poziomie samych wibracji przenikających całę ciało to Muzyka gra się.
I najczęściej to wystarcza.
Samorealizacji zdrowiej wszystkim życzę.
Serdecznie zapraszam wszystkich na swój koncert w Tawernie "Papaj" w Sopocie dnia 20 sierpnia o g.20 - mapka na stronie tawerny www.papaj.sopot.pl
przemija w jesień. Poooowoooli. Suoooonecznie. Ciepło.
Biały van Geroma "Soą pie-ro-ghi???" strasznie się telepał. Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa, Polska. Jakoś się strasznie dużo narobiło tych krajów :) Przydrożne i dzike plaże w Łotwie Zero sklepów, reklam, zabudowań. Dłuuugi pas: Droga-Las-Plaża-Bałtyk. Poezja. Ciepła noc i jasny poranek nad morzem - genialna sprawa.
Zatrzymuje się powoli prędkość na Drodze. Dawno się tak nie wyjeździłem w ciągu tak krótkiego czasu po Europie.
Tęskni się. Za ludźmi tęskni się. Mija się w czasie. Olsztynek - znów nie byłem. Hm...
Tak wychodzi i już - to tak to trzeba przyjmować, myślem sem...
Za spokojem tęskni się.
(ale póki co jescze jest jest lato :)
Polecam płytkę

(link do legalnego ściągnięcia płytki z fajnego darmowego serwera - też polecam)
No tak, z późnym latem mi się ta muzyka kojarzy, przywędrowałą do mnie z jakiegoś sieciowego radia. Jeszcze trochę nad fotkami posiedzieć i spaać.
Dziwnie wyglada siec po ilustamdniowej izolacji. Siedze w bibliotece miejskiej w Koupio, wlasnie skonczylismy buskowac i wracamy na Rainbow.
Kolory w Finlandii sa jaskrawsze.
Przestrzenie jak na tzw. Europe jaka sobie wyobrazalem - ogromne.
Muzyka, klimat, organizacja na Rainbow najlepsze jakiego doswiadczylem. Jedzonko pycha i duzo.
Mielismy spore upaly, ale lekko sie ochlodzilo, burze czasem strasza z daleka a jak pada to krotko i nieintensywnie...
Tak naprawde pisze sobie wyrwane z glowy mysli, nic nie umiem sklecic, za bardzo chce wrocic juz na te ostatnie dni Rainbow.
Jest cudnie. Mocno. Intensywnie.
Hej!
No i potrzebny był taki czas. Izolacji od ludzi. Dlatego przepraszam znajkomków tyskich wszystkich, że nie dałem sygnału że jestem i nie spotkałem się z nikim, ale potrzebowałęm czasu dla siebie. Trasy rowerowe macie wspaniałe :)
W ogóle ludzie w tym mieście są strasznie w porządku. Dziękuję wszystkim straganiarzom i straganiarkom na targu obok hipermarketu za zawsze ciepłe przyjęcie mojego grania tamże. I za czereśnie od pani naprzeciwko miejsca, gdzie zwykle gram.
A dzisiaj do Krakowa, miasta sztuki w któym nie ma szans bym pograł na ulicy, a Tychy to taki Śląsk niby "niekulturalny", nie ? ;)
Kraków a potem Finlandia.
Spojrzałem na mapkę Pilelgrzymki tegorocznej. Etap do Lublina zapowiada się pięknie, potem już tradycyjne podczęstochowskie wsie, ale to tylko ostatnie dni. Nie ukrywam, że w tym roku o wiele bardziej mnie tam "ciągnie" niż w zeszłym.
Może to przez tą trasę i jej "historię" ? Może dlatego, że wlele znajomych tam się wybiera? Może tylko sentyment? No nie wiem... W każdym razie, Olsztynek bardziej prawdopodobny.
Wrzuciłem zaległe fotki z Farmy i Osady w Holandii.
godzina 4:04 nareszczie normalna temperatura do życia
Dziś kierunek - chłodniejsza północ - witaj beznecie i witajcie skandynawskie komary :)
Pa!
Wróciło się...
Nawet łatwo poszło, nie licząc upalnego i nudnego utknięcia w Hengelo (przy granicy Hol/Niem.) TUŻ PRZY, ale nie NA autostradzie. Niedaleko granicy z Niemcami. Ale potem już z górki - do samej Polski. Nocleg w polu niedaleko Inowrocławia - w takie upały po co namiot rozstawiać? I to na kilka godzin bo jak Słońce wzejdzie to nie ma przebacz, nie wytrzyma się. A było coś koło 4-5 rano.
Potem nieoczekiwana podwózka do Łodzi i zostanie tam do dnia następnego. W przejściach podziemnych grało się genialnie, bo w porównaniu z tym co na zewnątrz - było po prostu ciepło. Ładnych kilkadziesiąt zł. Jak na Łódź super.
Fajnie w Polsce jest. Naprawdę mamy przestrzenie, to jest coś, czego nie ma Tam. Mamy przestrzenie i niesamowite możliwośći, ale przydało by się na nam zamportować z kolei Stamtąd jakiś rodzaj dojrzałości. Większej klarowności i dbałości o otoczenie. Mniej krzyczenia że się robi, a więcej roboty. A właśnie... Żeby nie było się się nie robi. Tutaj:
(z last.fm) kawałek z płyty, która nie mam pojęcia jak będzie brzmieć i coraz bardziej mam w nosie gadanie o jakościach studyjnych, dynamikach, kompresorach i innych takich rzeczach. I w całości piosnkę ową chcę udostępnić wszystkiem zainteresowanem ludziom.
A płytę zdało by się sklecić, bo się dużo robi tego :) ..i fajnie.
Cóż tu jeszcze... Że fajnie się egzystuje nocą, bo temperatura otoczenia pozwala żyć. Że zmula się przed netem, jak się go długo nie widziało. Że samotności też trzeba mimo że ludzie. Że Słońce, że upał, że miejsca, że muzyka, że, itd.
Dobrej nocki :)
No, posiedzało się nad fotami, dwudniowy maraton i dogoniłem rzeczywistość ;) Choć fotki coraz rzadziej się robią, może dlatego że "ileż można"...
Nieważne.
Upały skończyły się, przedwczoraj. Na rowerach dopadł nas deszcz, który natychmiast wsiąkał w podłoże, albo parował. Krótko lało, ale odświeżył się świat. Plastikowe liście na krzakach przydomowych nabrały połysku. Dzika zieleń też ożywiła się po parkach.
Suońce nadal wczoraj, ale dziś już pochmurno. Ruszamy w dalszą drogę w okolice Elst, a co potem??? Obaczy się.
Wczoraj grałem w Nijmengen pod centrum handlowym w centrum i nawet fajnie 40min = 10 Euro z centami. Nie miałem za dużo czasu i grało mi się tak strasznie na
luzie, aż się zdziwiłem. No tak, ostatnio chyba 3 lata temu grałem na ulicy nie-w-Polsce i takie granie po raz pierwszy kojarzyło mi się niefajnie, wstydziłem się jakoś śpiewać "nie po ichniemu"
Ale teraz - luz. No tak, ale kilka piosenek po angielsku się nauczyłem od tego czasu :) Zero skrępowania, słońce, uśmiechnięci konsumenci (shopping sunday jest raz w miesiącu) i fajna akustyka, wąskiej czystej uliczki. Widać, że nawet tym co nie wrzucają się podoba. Czasem dzieci podskakują albo przystają i słuchają.
No nic, pierwsze granie zaliczone, obaczym jak dalej.
_____
Nono, ja się tu wywczasowywuję a Rafałek działa ostro jak widać. 3 mam kciuki będzie dobrze!
______
Jadę w (chwilowe?) beznecie, więc pa :)
PS. A tak było 2 lata temu. Jest tu trochę Dziadowic i pielgrzymki, ale większość to Fort. No i piosenka głównie o Holandii i w Holandii nagrana:
Śląsk, w 5 aut i kilkanaście godzin na południe Polski.
Bazuna 2010. Kaszuby. Mnóstwo znajomych, alkoholu, śpiewu, zabawy, dekodów. Zapomniane rozważania. Twarze, których imion sobie nie przypominam, aż głupio. Tylu jest fajnych ludzi.
Potem autem na Wągrowiec. Niestety, dojechaliśmy tylko do jakiejś wsi 70 km przed Wągrowcem. Samochód się rozakumulatorował. Spaliśmy u ludzi na podwórku przy drodze w namiocie. Potem stopem na zachód. Dwa tiry i ze dwie osobówki. Podczas drogi cholerny upał. Wieczorem lądujemy na granicy. Facet mówi, że weźmie nas do Holandii bo sam myka do Francji na prom do Londynu, ale musi się wyspać. Poszliśmy z namiotem do lasu przy drodze. O 1 w nocy przychodzimy na parking, a faceta nie ma. Wystawił nas do wiatru. Od 2 do 4 w nocy z przerwami na sen w krzakach po kilkanaście minut (budził mnie tiry) pytałem tirowców o podwózkę, ale nie szło. Przed 4 rano już jasno, więc wychodzimy na drogę. 3 godziny łapania bez skutku, zanim zdekodowaliśmy, że właściwy parking przy drodze na Berlin jest 2,5 km od tego, na którym jesteśmy. W końcu dwóch gości zabiera nas na mały cholernie gorący parking na ringu berlińskim gdzie co chila polewamy się wodą. Asfalt promieniuje niemiłosiernie upałem, nikt się nie zatrzymuje, pracująca niopodal koparka posypuje nas pyłem co jakiś czas. I to Suońce. Zero cienia.
W końcu, jakiś tirowiec, który wstał z nocki, zabiera nas dalej. Początkowo mówi, że tylko do parkingu ze stacją benzynową, gdzie jest o wiele więcej osobówek. Koniec końców zabiera nas do samego Nijmengen prawie.
Spotkanie ze znajomymi, lądujemy nieopodal zasquotowanego marketu.
Holandia... Znów identyczne domki, przystrzyżone w kwadrat ściany krzewów z plastikowo wyglądającymi liśćmi. Na co piątym domu - obowiązkowe pomarańczowe flagi. Czasem (ten sam!) transparent "Holland House", no tak, trwają futbolowe igrzyska... A... Wszystko do siebie podobne. Kraj wolności, squotów, cofee shopów, legalnych "Red Light District", niespotykanej tolerancji, itd... Jak długo?
Ostatnie wybory wygrała ekstremalna prawica. Jesienią delegalizacja squotów. I to raczej na pewno. A człowiek dwukrotnie złapany na squotingu (i to z opcją "jeśli nie używał przemocy") jest traktowany jako kryminalista, i policja ma prawo pobrać próbkę jego DNA.
Tja...
Strasznie tu ciasno. Polskie, a tym bardziej ukraińskie przestrzenie wydają się rajem. Trzeba czasem z dystansu spojrzeć, by docenić... I te dekody jeszcze. Jeden z moich dobrych kumpli, holender, poznany na Forcie wrócił niedawno z trasy po Hiszpani. Z dwoma psami, autostopem. Opowiadał, że strasznie kręci go teraz survival. Życie w naturze. A natura wraca... W Niemczech od jakiegoś czasu jest w lasach plaga dzikiów. W holenderskich mediach pojawiłą się informacja o wilku, któy przywędrował przez Niemcy z Polski do Holandii. Jest obszar Wielkiej Brytani, obok krórego zaczął płynąć ciepły prąd. A z nim, ciepłolibne gatunki. Z Holenderskiego morza wyłowiono małą orkę. Niedługo holenderskie Rainbow. Nie wiem gdzie, ale soon. Są squoty, są miejsca, wspólnoty. Jeszcze.
Upał, upały niemiłosierne. Trasa rowerowa po Nijmengen po gotującym się asfalcie. Spotkanie z Grabókowymi ludkami w parku. Radoś. Banie. Dekody. Wymiana opowieści. I... ciekawa rzecz. Zabrakło nam wody. Miałęm puste butelki, więc pojechałem do miasta. Wszyscy oglądali mecz. Pełne knajpy, pomarańczowi ludzi, Na rynku telebim, na rogu mał bar. Wchodzę i pytam gościa, czy mogę tu napełnić butelki. Pot się ze mnie leje i słąbo mi od Suońca. Facet zniecierpliwionym gestem pokazuje mi lodówkę. I mówi "Nie, tutaj tylko możesz wodę kupić". Zamurowało mnie i pojechałem do McDonaldowego kibla gdzie udało mi się je napełnić. Ciekawe, czy istnieją jacyś ludzie z wioski w górach, którzy zmęczonemu turyście kazali by płacić za wodę?
Tak... Te wschodnie, słowiańskie (np. "polskie, a tym bardziej ukraińskie"), nasze przestrzenie istnieją nie tylko w krajobrazie.
U nas jeszcze tak społeczeństwa nie wytresowano. Nie dajmy się.
To w Polsce, nie w Holandii jest większa Wolność.
PS. Holandia wygrała 2:1, ale dla moich znajomych stąd, jeszcze nie przeprogramowanych na matrix oznacza to tylko kolejne dni pomarańczowych flag, kapeluszy, trąbek, koszulek na ulicach w TV, osiedlach, bilboardach, ulotkach, na promocjach w sklepach, gadanych w radio. I wuwuzele po osiedlach w nocy. Chleba i Igrzysk! Dobranoc.
No i dobrze, że w mediach narobiło się trochę szumu. A po wpisaniu w Google frazy z tytułu tego posta wyskakuje ten o to artykuł jako pierwszy:
Kraków - Protest grajków ulicznych (artykuł w gazeta.pl)
Brałem w nim udział, z czego jestem dumny. Powstał też materiał filmowy, pod koniec którego jest scenka gdzie z Mareckim śpiewamy Fala za Falą a któś wrzuca pieniążek do kubka. Scena była ustawiona, ale nie to się liczyło.
Nie przeglądałem jeszcze sieci (nawet nie czytałem ostatnich kilku postów na niemaniu), ale po rozmowie z Marcelem wiem, że filmik gdzieś w sieci chyba jest, a temat się rozrósł po różnorodnych forach itp. Kto szuka wielbłądzi.
Protest polegał na tym, że siedzieliśmy na Floriańskiej z zawiązanymi plastikową taśmą ustami (i czesem instrumentami) i udawaliśmy, że gramy, albo po prostu siedzieliśmy. Reakcje ludzi były przeróżne. Od pukania się w czoło, do dyskuji wywołującej w przechodniu szczere zrozumienie i poparcie dla naszej sprawy.
Zbierane były także podpisy pod petycją do władz.
W skrócie, miasto chce zacząć zarabiać na naszym graniu. Tzn. opodatkować naszą działalność. Jest to kolejny krok poprzez który państwo chce kontrolować każdy przepływ gotówki między obywatelami.
Załóżmy, że będzie można dostać pozwolenie na granie na ulicy (jego wydanie będzie trwało). Zezwolenie będzie pewnie na jakiś czas. No i będzie kosztowało. Biurokracja ma to do siebie że się rozrasta i pochłania coraz więcej czasu i pieniędzy. Nie mówąc o tym, że doprowadzi do sytuacji kiedy kilkoro stałych grajków będzie grało w Krakowie, kompletnie odcinając to miasto od napływu świerzej krwi.
Bo busking to nie żebranie pijaka na wino, albo ćpuna na dragi. To sposób na życie. Dla mnie zawód jak każdy inny. Wymagający z jednej strony dużej zdolności adaptacji do różnych warunków, a z drugiej dający mi wolność i radość z tego, że żyję z tego co kocham.
Robienie ze Sztuki maszynki do zarabiania pieniędzy kończy się zawsze degenaracją i upadkiem Sztuki. Dlatego tak niełatwo z niej wyżyć. A i tutaj chcą zamontować kasę fiskalną...
Co do głównych zarzutów pod adresem grających na ulicy - że żebrają.
Zakazałbym tym, którzy grają z tzw. "sępem". Nie cierpię tego. Przechodzień ma sam z własnej woli wrzucić pięniądz, bo inaczej jest to zwykłe naciąganie i pójście na łatwiznę.
To muzyka, nie skaczący czy błagający sęp ma działać, inaczej to próba wyłudzenia, postawienia być może nieśmiałego człowieka w niezręcznej sytuacji.
Taki zakaz może przyczyniłby się do poprawienia naszego wizerunku w tym krystalicznie czystym społeczeństwie. Dodam jeszcze, że z moich spostrzeżeń wynika, że właśnie te zarabiające na alkohol dzieciaki, są najbardziej skłonne do instalowania sobie sępa.
Tyle chyba w temacie jeśli o mnie chodzi.
Chciałbym jeszcze podziękować osobom nie grającym na ulicach za solidarne zaklejenie sobie ust i manifestowanie swojej obecności w ciągu tej wspólnej godziny na Floriańskiej
Niestety, niektóre mają nieciekawą jakość... Ale to z winy bloga. Powalczę dalej, ale póki co...