niemanie...

...Twoja do Jedynego Droga i Muzyka do transowego życia pomyka

AldaronSolre(d)agującyMirandolaMareckiAniołekSotarmooijdElisAśKamilwiktorWłóczkaDźwiedziuJagoda
PatrykZapałkaMorisKajaGosiannabryzkaA.KarolinaBogusiaGregMuminkaPiccolobiała chmuraKawojtekitek

W bańce mydlanej lecimy ku niebu

Dźwiedziu świetnie się spisał, niemanie od razu stało się jakoś tak łatwiejsze w obyciu.

 

Grabówka ma w sobie nową energię, był krąg, poszły kwasy i wogóle, piękne.

Wczoraj z rańca kryzys z tytoniem, upadliśmy tak nisko z naszym nałogiem, że doszło do wyciągania petów z popielniczki. Paweł wyjechał, chłopaki pojechali na skipa do Brzozowa i wrócili z worem czereśni, ananasem, ziemniakami, marchewkami, jabłkami, rzodkiewkami , pieczarkami i mnóstwem innych dobrych rzeczy. Franek, który grał na ulicy, został zczepiony przez kierownika jakiegoś ośrodka, że da mu 20 zł jak zagra koncert przed zielonoszkolną wycieczką, a potem odwiózł go do chaty i mieliśmy przy okazji gości z którymi trochę pograliśmy, a Beatca upichciła niesamowity obiad.

 

Dzisiaj emocje od rana buzowały. Zbierało się napięcie, w końcu nastąpił zapłon. Zebraliśmy krąg - długa dyskusja. Ale już lepiej. Nowa energia, tak czuję. I chęć do działania.

A przy okazji mamy kolejnych gości - Aga i Marta. Ni stąd ni zowąd, przybyły jakieś dwie zagubione dziewczyny, przyprowadzone do nas przez proboszcza, gdy poszukiwały noclegu ze względu na nieudaną wyprawę w góry. Wyrażają ochotę zostania na dłużej. Obejżały już film o grabówce i pomagają właśnie przy obiedzie (godzina 21 - standardowa godzina obiadowa :D ). Wczoraj brak tytoniu - dzisiaj brak bletek. Nie ma to jak skręcanie papierosów z ulotek i kartek z zeszytów.

 

 

Kolejne plany, co, gdzie, kiedy. Ludzie w rozjazdach, umawianie się na trasy.

Jest świetnie.

 

Energii kop.

 

 

------

O, a teraz wpadli jeszcze rodzice Franka. Hahah, niesamowite.

 

12 komentarzy... Dużo Nas... będzie więcej?

wiosna wiosna...

Raport wczesnokwietniowy:

Wiosna wystrzeliła w całej Polsce. W górach, w miastach.

W oknach mojej kuchni znowu zagnieździły się jaskółki, koty,jak co roku dostają kota.Wstawanie o godzinę wcześniej stało się jakieś tak bardziej naturalne. Co z tego, że sobota. Godzina siódma a słońce już roztapia nasze zaspane twarze.

W ogródkach działkowych żółcą się narcyzy, zieleni się trawa,temperatura sięga 20 stopni.Miasto jest w miarę ciche tylko bardzo wczesnymi rankami. Już o czwartej słychać wyraźnie ptasie świergoty, a nozdrza wypełnia zapach wilgotnej ziemi. Idealna pora na spacer.Tak fajnie mi się wczoraj oddychało wczesno-porannym powietrzem.

Wiosna w duszach nam gra.

Nogi same ciągną przed siebie. Ale one mają taki już niemiły zwyczaj, że wyrywają się do biegu, podczas gdy głowa z całych sił próbuje utrzymać się w teraźniejszości.Ot takie ćwiczenie silnej woli. Jak utrzymać ciało w miejscu, gdy pozbawione krępujących je grubych zimowych ubrań, chce się ruszyć z miejsca. Jak utrzymać język w ryzach, gdy chce paplać i gadać a rozsądek nakazuje mu milczeć?

Ah, ta nieskładność wiosenna, pisanie o niczym... W głowie jak w kotle, wirują myśli, płytkie,głębokie, a wszystkie równie nieskładne i niedokończone. Urwane w połowie, wykrzyczane nie do końca, lub zupełnie niewypowiedziane. Niezupełnie wysłowione, nieopisane. Nielogiczne, absurdalne, trzeźwe i rozsądne. A wszystko to w kolorowo-kwiecistym miksie.

I kolejnych dawkach uczuciowego ekshibicjonizmu i błędach stylistycznych w postaci powtórzeń i nieścisłości.

To przez to powietrze…Tak wspaniale wzywające wczesnymi rankami do spaceru.Gdy głowa tylko wtedy mimo otumanienia całą tą pozimową żywiołowością, jest w stanie myśleć trzeźwo. Zapowiada się kolejna nocna wyprawa. Uwielbiam witać świt.

Tak, teraz szczerze i pełną piersią mogę odkrzyknąć Aldaronowi i wam wszystkim „DZIEŃDOBRY!”

 

ktoś już coś powiedział, a Ty?

im wyżej nieznana tym głębszy sens dla mnie śmierć ma

I znowu poproszona o zdjęcia. W takim razie przychylę się do prośby.
http://picasaweb.google.pl/ka.cynamon/ZlotWOdzi2009#

Po-zlotowe stany ducha. Ciągły niedosyt, odczuwanie tej różnicy, pomiędzy dwoma światami.
Tak się ciekawie złożyło, że zlot wypadł akurat w takim granicznym momencie.
Wróciłam do domu i w progu zderzyłam się ze śmiercią, która ni z tego ni z owego rozgościła się za drzwiami jednego z pokoi.
Obserwuje świat swymi zapadniętymi oczami, z nad obwisłych policzków, a ja wracając ze szkoły witam się z nią i przynoszę jej herbatę, poprawiam kołdrę, podaję poduszkę, rozmawiam i wychodzę.
Taka jest kolej rzeczy, przyjmuję ją. Nie przeraża mnie.
Tak samo jak ledwie obchodzą mnie wyniki badań. Tyle ludzi żyje z gorszymi chorobami. Czym ja się mam przejmować?
Mam coraz więcej dystansu do świata. Lubię obserwować go z przymrużeniem oka.
A mimo to, nowe uzależnienia, od osób, czynności, przedmiotów. Jednak nic tak nie zbliża ludzi jak wspólne problemy.
I To trwanie w wyczekiwaniu, zawsze na coś. Życie płynie od wydarzenia do wydarzenia, a cała reszta mija gdzieś tam w tle.
2 istoty juz coś napisały...
 
statystyka