Na tablicy ogłoszeń trochę zmian.
Łódź, 2/3.02.2009 (pn/wt), 1:32
bo przecież jest gdzieś człowiek
musi być tam, głębiej
we mnie i w tobie jakieś ja
w tych głupich gierkach
szczerości spojrzeń
w bezczelnych kłamstwach
o ile możesz oszukać siebie
o tyle łatwiej oszukać ci mnie
ale przecież jak na dłoni
widać to wszystko co jest
popatrz tylko
zechciej widzieć
widzieć siebie, widzieć mnie
i wszystko to
co jest
Łódź, 7/8.06.2008 (so/nd), 4:05
od uśnięcia na mokrej ławce w parku.
bo co piękniejszego możnaby zrobić?
---
dziś taka noc
że to w sam raz na miłość
ta noc to nie jest czas na sen
---
bo czasem zamęcza się kogoś
samym faktem, że się jest
a przecież
zupełnie nie o to chodzi, prawda?
---
dziś taka noc
że to szaleństwo, przyznasz
[ wiesz, właśnie zaczął padać deszcz. ]
---
a pójść przed siebie?
przecież są nadal miejsca
w których o wschodzie słońca
jeszcze nie byłem.
---
nan-na na naj...
Łódź, 7.06.2008 (so), 12:43
stało się coś
coś chyba się skończyło
znów chyba można siebie mieć
znów odkryć to
odnaleźć w sobie miłość
odnaleźć coś, po co się jest
Łódź, 4.06.2008 (śr), 15:01
dziś taki dzień
że to szaleństwo, przyznasz
że nawet szczerość można znieść
dziś taka noc
że to szaleństwo, przyznasz
że można być i można mieć
witam i ja,
urodziny (m)niemania w czerwonołazienkowej ruszają od jutra, a jako że to dość nagłe zaproszenie, to potrwają pewnie (oby :D) z tydzień zależy jak kto dotrze, w program imprezy wliczamy piątkowy plener aldarona (5 października, łódź, ul. wschodnia) i kończymy następującym weekendem.
więc ruszać na łódź kto kiedy da radę i rezerwować czas do kiedy-się-da ;)
pawle, jeśli jakieś zastrzeżenia co do treści powyższej, to szybko, jeszcze da się nanieść poprawki ;P
pierwsza poprawka: plenerem kończymy weekend, a koncert odbędzie się w niedzielę, ha. ciekawe czy damy radę się podnieść, z aldaronem włącznie :D
Lizbona, 29/30.08.2007 (sr/czw), 1:55
rozpalmy ogien
na wspomnieniach
niech je trafi szlag
caly swiat
dzieje sie
wlasnie tutaj
dzieje sie
caly swiat
szukamy, bladzimy
wydaje nam sie cos
dobry kierunek czy zly
i radosc to czy zlosc
rozpalmy ogien
na marzeniach
niech je trafi szlag
caly swiat
dzieje sie
wlasnie teraz
dzieje sie
caly swiat
Lizbona, 29.08.2007 (sr), 10:30
udalo sie wejsc na niemanie, nareszcie. a tyle zaleglych..
---
spostrzezenie pierwsze - mozna podrozowac tirami po europie bez grosza.. tak mnie odkarmili, ze wrocilem do polski majac wiece zarcia w plecaku, niz na poczatku podrozy ;)
spostrzezenie drugie - z woodstocka brak spostrzezen. pierwsza noc picie i spanie, druga lazenie w te i z powrotem. mozna spac zawijajac sie w transparent zamiast namiotu i go nie przeczytac :)
---
i dziwnosci i cudnosci olsztynkowe.. oczywiscie.
wisniowka z czeresni.. i rownie poplatane rozmowy.. balagan na glowie, balagan w glowie, gora smieci we wschodnim obozowisku.
wszystkim. za usmiechy. za noce pod gwiazdami, albo i bez nich. za to, ze razem, ze duzo nas wciaz. w tym nocnym gubieniu sie.
aldaronowi. pan juz wie, za co ;)
sol.. bo to w gruncie rzeczy jej glowa stala sie Zalazkiem Absurdu, jakkolwiek by to nie brzmialo..
dla gosianny usmiechy. nad ogniem, za plecami, jakiekolwiek. ale duzo. i gwiazd jak szyszek. spadajacych i znikad i lapanie..
jeszcze takie o, jezowi, za jego kolczastosci werbalne pieczenie, i przy okazji mirandoli za grilla.
i wy, o ktorych zapomnialem..
ha. dawno mnie tu nie było.. a teraz też tylko info techniczne, zaproszenie tygodniowo-weekendowe-jak komu wygodnie na sobotni koncert pawła (mam nadzieję, że aktualne.. jakby co to kontakt tylko do ani, bo ja bez telefonu wciąż), gdzie przyjechać to każdy chyba wie.. nie chce mi się powtarzać, także więcej słów znajdziecie tutaj.
--- --- ---
no więc wyjaśniło się. koncertu nie będzie... :(
Łódź, 26/27.05.2007 (so/nd), 1:04
[[ myślicie, że się was
boję?
jesteście tylko zwykłą talią kart,
niczym więcej. ]]
nikogo. same obce twarze wokoło. można wtedy wszystko, w zasadzie
wszystko. bo. bo przecież oni nie istnieją.
można być, kim się zechce. patrzą. a przecież nikt nie widzi. i nigdy nie zrozumie. nie istniejemy w ich umysłach. a oni nie istnieją w ogóle.
element otoczenia. jak krzesła na których siedzą. oto krzesło wstaje i idzie zrobić herbatę. niegroźne, bo martwe. niezdolne do świadomego działania. można je przesunąć. i można mijać. a można się potknąć. jak o korzeń.
nie dotknie cię, bo nie wie o twoim istnieniu. jeśli spojrzy ci w oczy, będzie bardzo zdziwione. można się zagubić, w głębokim lesie. krzyczeć, a najwyżej liście zadrżą... złapać za rękaw. zerwać gałązkę. położyć się i słuchać szmeru...
---
kiedyś, popołudniem wiele lat temu, na chodniku głównej ulicy wielkiego miasta. pośród ponad miliona ludzi, którzy tego dnia mieli nią przejść, widziałem kochającą się parę. ci ludzie, zagubieni, zatopieni w sobie. spokojni.
jak chyba nikt tego dnia wiedzieli, jak bardzo są sami. jak w pokoju na strychu. ciepłym, przytulnym. i nawet łóżko nie skrzypi...
---
zostałem jeszcze długo w noc włócząc się po ulicach. patrząc. kim jest każdy z miliona ludzi, kiedy zostaje zupełnie sam.
Niestety, niektóre mają nieciekawą jakość... Ale to z winy bloga. Powalczę dalej, ale póki co...