Na tablicy ogłoszeń trochę zmian.
PRZEDMIOT WZDYCHAŃ PAWŁA ALDARONA CZEKALSKIEGO BYŁ ZAWSZE, JEST I POZOSTANIE POSTACIĄ FIKCYJNĄ. ZEZNANĄ MI, ŻYWĄ OSOBĄ, Z KTÓRĄ BYWA MYLONY MA TYLE WSPÓLNEGO, CO LAURA PETRARKI. ZBIEŻNOŚĆ IMION ORAZ WSZELKIE PODOBIEŃSTWO JEST (ŻENUJĄCE, KŁOPOTLIWE I) PRZYPADKOWE.
PISZĘ STĄD PO RAZ OSTATNI,
DO ZOBACZENIA W REALU.
TO BĘDZIE DOBRY ROK.
ZAPAŁKA (CORAZBARDZIEJ@GMAIL.COM)

Jedni ich nienawidzą, inni – uwielbiają. Są oskarżane o spowodowanie wzrostu liczby rozwodów i samobójstw oraz rozpad więzi społecznych. Kim są, i czego od nas chcą – Szydzisie?
„Szydziś, szydzień –postanowienie złamane dzień od podjęcia go; również demon uosabiający owo postanowienie. Jako jeden z nielicznych słowiańskich duchów domowych był bliski wyginięcia przez niemal całe swe istnienie, nagły wzrost populacji datuje siędopiero na drugą połowę XX w.”
„- Wojtek, cóś żem słyszoł, żeś mioł dzisiej nie pić?
- On? Dyć nie widzisz, kaj mu szydzień za plecami stoi?” (Zasłyszane)
Szydzisie najczęściej przyjmują postać bliskich znajomych i domowników. Czasem też pozbawione są ludzkiej postaci, pojawiają się zwykle w południe, o północy, rankiem i o zmroku. Aby odpędzić szydzienia, często wystarczy formuła:
„ – Co? Ja co wczora postanawiałem?
Ino dla hecy tak powiedziałem!”
Jeśli jednak to nie wystarczy ( ai tak się zdarzyć może) znaczy to, ze jest Szydzień szczególnie potężny, a topo temu, że istotniejszy jakiś kawałek duszy naszej ma we władaniu.
Wtedy nie ma rady.
Trzeba postanowienie podjąć,kolejny raz, przy świadku, i wypełniać solennie.
Nawet wtedy, kiedy nikt niepatrzy.
***
Na pytania słuchaczy odpowiada wielbicielka szydzisiów i specjalistka d.s. Światów Wsobnych, dr.Maria Skrzek
Ania, 18 – Czy można zaprzyjaźnić się z Szydzisiem?
- Kiedyś uważano to za niemożliwe, później –za haniebne. Dziś doczekaliśmy czasów, gdy autorytety religijne przechadzająsię spokojnie ulicami otoczone przez swych ulubieńców. Jesteśmy świadkamirozkwitu niezwykłej mody; chyba nie sposób zostać dziś choćby guru, joginem czyprorokiem, jeśli nie ma się wystarczająco rozpieszczonego pupilka. Słowem, – naco jeszcze czekasz?
Tomek, 22 – Jakie są koszty utrzymania szydzieni? Czy staćmnie na to?
- Odpowiem najpierw na drugiepytanie: oczywiście, że tak! Największe koszty ponoszą rzecz jasna ich świeżoupieczeni przyjaciele. Nie martw się, jeśli będziesz czuć się nieco nieswojo wich towarzystwie. Bowiem po okresie adaptacji (od 2 tygodni do 3 miesięcy) nietylko do nich przywykniesz, ale przestaniesz od siebie czegokolwiek wymagać! Anowe egzemplarze pojawią się w twej kolekcji już niepostrzeżenie!
Krysia, 32 – Po wysłuchaniu Waszej audycji wiedziałam, ze tego właśnie brakowało mi do
szczęścia. Hodowla okazała się tak prosta, jak obiecywaliście. Jest jednak inny problem: moja mama… Wciąż powtarza, że obiecywałam jej pomagać, że miałam wcześniej wracać do domu. Opowiadam jej o cudownych szydzisiach, ale ona nie rozumie dzisiejszej mody. Co robić?
- Droga Krysiu!
Widzę, że naprawdę zakochałaś się w szydzisiach. Czy jednak nie
przygarnęłaś ich zbyt wiele, jak na początek? Niestety, takie
reakcje jak Twojej mamy będą się jeszcze długo pojawiać w naszym
nietolerancyjnym społeczeństwie. Jednak mam dlaCiebie radę: spraw
swojej mamie prezent! Na początek – niech będzie to szydzień
malutki i niekłopotliwy, jak np. „nie będę więcej prać twoich
śmierdzących skarpetek!” albo „nie będę więcej rozmawiać z tą zołzą
z naprzeciwka”. Zdziwisz się, jak szybko Twoja mama przywyknie do
nowinek.
wczoraj rano spłonął dom moich rodziców.
i to nie jest sen ani eksperyment myślowy
chociaż wszystko zdaje się na to wskazywać.
nie nasuwa mi się pytanie - dlaczego?
absurdalne na pierwszy rzut oka
i tylko jak nagle zostajemy sami
z górą wyrzutów sumienia
niewygody
i zadowolenia
że obarcza się nas bezprawnie czymś takim
że empatia ma jakieś granice
że to, co można zrobić, to bardzo, bardzo niewiele.
rób swoje, myśl mało, jedz wszystko.
pamiętacie?
jest sekunda,
wszechświat robi woltę,
i nic , ale to absolutnie nic - pozostaje takie samo.
tylko ja - to takie absolutnie my -
poruszone znika we własnym wnętrzu wyrzucając na powierzchnię.
nowe oczy.
nowe trzewia.
jeszcze uczysz się patrzeć a już widzisz że wszystko
to nie wszystko
bo to największe szczęście jest najtrudniejsze
i jest to tajemnica której nie możemy w sobie zawrzeć, na zawsze.
jeśli rozumiesz to nigdy nie zrozumiesz
i to nie jest tylko łatwe stachurowe gadanie
ale i strach, i prawda.
pamiętacie?
jest sekunda,
wszechświat robi woltę.
nie moii
niem oie
niemm uj
strach...
dzieci, które płaczą bez powodu
płaczą,
bo nie zgadzają się że jest
zupełnie niezależny i obojętny wobec nich świat
że nie można siłą woli złożyć
tego dopiero co złamanego ołówka
że zginął i nie odnajduje się
papa smurf, mała figurka, na deski mostu upadł akurat tam, gdzie brakowało jej... trzymałam go w ręku, sekundę temu, czuję jeszcze ten kształt, tak mocno i wyraźnie, biała broda w dotyku jest nieco brodatsza niż czerwoność ubranka...
nie było nawet apokaliptyczności `plusk`
plum?
chlap.
nie zatrzymał się na chwilę wiatr
woda nie skłębiła się złowróżebnie
a tata nie chciał odprawić lamentacji
zadzwonić do oczyszczalni
spenetrować dna.
mógł mówić, może opowiadał, że kupi mi nową figurkę; nie pamiętam, gdyż nie ma to nic do rzeczy.
właśnie zginął wszechświat.
właśnie stałam się, raz jeszcze, raz po
raz, bardziej światu obca.
nie chodzi o bryłkę plastiku, nigdy nie miałam problemu z
rozróżnianiem materii ożywionej. nie chodzi o powód by raz jeszcze
wzbudzić w świecie litość nade mną i żal... łzami zwróćić na
siebie uwagę bogów.
pytanie, które wtedy zadawałam:
jak mogę żyć
stawiać stopy
wiązać nadzieje
sznurówki i myśli
z czymś,
co zachowuje się tak idiotycznie nieodpowiedzialnie.
nie gram w tę grę. gdzie wygrana zależy od rzutu kością, która zawsze londuje w podciemności fotela.
a wyniku dowiadujesz się z oczu kota,który nigdy nie mówi ci prawdy.
wiedziałam, że nie taka jest prawda o świecie. że to nie gra w chińczyka o to kto jutro zmywa.
a jednak.
kulki z kauczuku, nieudane rysunki, rozlana herbata i zeszyty, które upadały w deszcz... nawet zgubione wieczne pióro taty (zostało w ośrodku wypoczynkowym pod warszawą; od tej pory nie ma już na świecie żadnego dobrze piszącego wiecznego pióra) utwierdzały mnie w tym, że ktoś mnie oszukuje.
ta intuicja
ten pomysł, że świat powinien przekonfigurować się słysząc
tensknotę za sprawiedliwością dziecka
jest prawdziwa. wiem to już teraz, choć nie umiem udowodnić. to co fizyczne i nieuniknione, jest niemoje. ten świat kalkulacji, czasu i przestrzeni, jest niemój. jest to wiedza którą miałam zanim miałam jakąkolwiek inną, i nie umiem w nią nie wierzyć. nie ma zła ani śmierci. nie mam przypadkowości, nieodwracalności, zniszczenia. jest to złudzenie optyczne, ale złudzenie może zabić,
(post nieskończony, ale ważny.)
Czasem chciałoby się zwyczajnie być, po prostu.
nie zamęcać nie zanęcać i nie odstręczać, zgubnie, obłudnie czy samolubnie, ale popłynąć zgodnie z tym raz na zawsze wartkim prądem.. prądem wartym by nań się zdać...
czasem chciałoby się wierzyć, że przemierzamy same dobre ścieżki.
że każda z nich jest zmierzona, od początku do końca.
I że wrzosy, kamienie, paprocie - są na pewno, są nas pewne...
więc nie wolno nam ich zawieść ni opuścić.
czasem chciałoby się umieć latać.
chciałoby się pisać słowa w zdania sensowne, do końca świata.
w ogniotrwałe poematy wiecznych prawd...
czasem chciałoby się mieć oprócz kubka herbaty (dziś jest to lipton papaja, w tej przestrzennej torebce, pierwsza herbata jaką zdarza mi się pić tego roku)
jeszcze cosik ciepłego, coś, albo kogoś, dłoń, słowo...
czasem ogarnia wściekłość bezradność na rzeczy ulotość.
i stokroć gorszą ulotność ludzi, milion - sensów...
no bo jak w nas ocalić to, co nieprzerwane, inaczej?...
czasem chciałoby się być, po prostu, i oby się wszystko toczy pomimo zamknięte oczy,
oby los nas tu chciał...
nie wiem jak inaczej mogę wytłumazyć się z myślenia,
pokornie czekam na bezmyśle...
czasem chciałoby się być po prostu...
tak sobbie marzę, noworocznie, nowodniewnie...
bo zasnęłi wszyscy i znów sama, i wychodzę, zanim wstaną, już.
więc tak Wam dziś nowodniewnie,
na zawsze poprostu bycia,
półlekko, bezumiejętnie
ot.
Niestety, niektóre mają nieciekawą jakość... Ale to z winy bloga. Powalczę dalej, ale póki co...