niemanie...

...Twoja do Jedynego Droga i Muzyka do transowego życia pomyka

AldaronSolre(d)agującyMirandolaMareckiAniołekSotarmooijdElisAśKamilwiktorWłóczkaDźwiedziuJagoda
PatrykZapałkaMorisKajaGosiannabryzkaA.KarolinaBogusiaGregMuminkaPiccolobiała chmuraKawojtekitek

lu.


30/31 [sob/ndz] maja odbędzie się zlot w Lublinie.
ok. godz 16:00 spotykamy się u Salezjanów
przy ul. Kalinowszczyzna.
Nocleg, jak zwykle, przy ul. Zielonej.

Gdyby ktoś chciał znaleźć się w Lublinie
już w piątek,
to kontaktować należy się z Parabolą.

2 istoty juz coś napisały...

Brak tytułu

powracam powoli do Tego Tutaj świata,

kołyszącego się między zapachem świeżo mielonej kawy o poranku leśnym
a księżycem pełnym niczym 'bułka w ciąży' [jak to mawiałam malutka ja]
zaglądającym subtelnie w przestrzenie własnych wieczorów,
między uśmiechem zakotwiczonym wautobusie
a zakupem świeżej pietruszki do surówki, między jednymdźwiękiem muzyki
a kolejnym łykiem herbaty...

powracam powoli do Tego Tutaj świata.

znów uderzające koleje losu,
zaskakujące na każdym kroku wyobrażenie o rzeczywistości.

śmiałabym, śmiałabym się w niebogłosy.
dawien dawno...

pozostają słodkie wspomnienia promieni słońca
przebijających się przez najgłębsze zakamarki,
okalających najciemniejsze i najbardziej zziębnięte rejony...

i upragniona codzienność.
5 komentarzy... Dużo Nas... będzie więcej?

snuje się dym

jakoś komicznie się odnajduję.
zapominam.
uciekam, zgodnie z zamierzeniem.
jeszcze nie wszystko. nie tak, jak być powinno. ale na dobrej drodze.
ogarniam. wystarczająco ogarniam rzeczywistość racjonalną. niespodziewanie. coś 'niezdarzalnego' dla mnie.
"dojrzewasz, dorastasz..." - powiedział B.
długi proces, kolejny proces.
radiohead, czerwone winogrona i zielona herbata...
marzy się słodka pieśń do snu, zaśnięcie z wtuloną pewnością niezmienności...
czytanie książek jesiennymi wieczorami...
i szuranie liści pod stópkami...

znów wspominam niezliczone noce księżycowe spędzone na parapecie...
kadzidła, świece, listy...
marzenia.
zjawcie się. spełnijcie.
usłyszałam.
sigur ros i bukiet polnych kwiatów.
sama w sobie i dla siebie.
i pustka, która bywa złudnie zapełniana.
moja naiwność wciąż nie zna granic.
zawsze jest dobrze, a uciekać jedynie w siebie.
włóczę się po mieście, snuje się dym z papierosów, pełnia błogosławi...
rozpoczęła się machina.
machina we mnie, rozpędza się, wciąż i jeszcze bardziej...
spojrzę kiedyś i się zaśmieję.


3 istoty juz coś napisały...

maria awaria

kolejny dzień z rzędu rozpuszczam się między słowami, głosem a muzyką rewelacyjnej marii peszek... każdy tekst odkrywam na nowo wraz z kolejnym przesłuchaniem.
kontrowersyjność drugiej solowej płyty artystki jest dla mnie niezrozumiała.
zarzuca się jej perwersję i kpinę z polskości... owszem, teksty są pełne seksualności.
lecz w jej wydaniu przecież ten temat jest tak subtelny i delikatny.
po prostu ekshibicjonistyczna marysia i jej radość porywająca,
co wykluwa się przepięknie w zabawie językiem...
manifest cudny!
dla mnie rewelacja!



  


Maria Awaria


W głowie mi się przepaliły wszystkie bezpieczniki
Szlag trafił święty spokój, roztrzaskał liczniki

Cała jestem bałaganem i Twoim wojennym stanem
Nie nie nie
Nie jestem spokojna
W mojej głowie wojna

Maria Awaria inwentaryzacja
Przerwa w dostawie spacja

Sama jestem sobie winna
Jestem inna niż powinnam
Poza normę wystrzelona i wykolejona

Maria Awaria inwentaryzacja
Przerwa w dostawie pałza spacja
Niezależna stacja
Ja ocean niespokojny
W mojej głowie gwiezdne wojny
Poza normę się wystrzelam
I raz po raz wykolejam

5 komentarzy... Dużo Nas... będzie więcej?

zmiana

obudzić się z pewnym żalem.
że nie jest się Tam.
gdzie by się było.

[zakończenie etapu.]

a jednocześnie
obudzić się z radością.
że nie jest się Tam.
gdzie by się było.

zmiana.


3 istoty juz coś napisały...

[Już nie ja, nie ze mną, nie w ten sposób, nie tutaj.]

przeraża mnie krzyczący głos ciągnący się tygodniami z sąsiedniego bloku...

a muzycznie maria-awaria.

zaskakuje wciąż.
choć przecież możnaby się spodziewać.
marysia cudna.
zawsze abstrakcjonizmu wkleja mnóstwo.
nad wyraz.

marysia, która śpiewa
 "lubię być kurą domową (...)
  kochanie, robię pranie (...)
  rosół z siebie robię
  i podaję tobie
  filety z Twojej kobiety
  rosół z domowej kury
  a na deser chmury"

kosmicznie.
bo to taka pstrokatość się w głowie rodzi.

koty tańczą w czasoprzestrzeni dopominając się o dzienną dawkę żywieniową.

próbuję obejrzeć film.

próbuję wejść muzycznie. w tę tutaj codzienność.

ale nic się nie da.

wszystko się zmieniło.

pozwoliłam dojść do głosu mojemu zapomnianemu już racjonalizmowi.

widzisz, Bakłażanie...  stałam się do bólu racjonalna.
tak jak dawniej mi nie wierzyłeś.

chciałabym jeszcze tylko pójść, jak dawniej, nocą ciemną xiężycową do mojego parku na huśtawki.

bo już nigdy nie będzie tak jak kiedyś.

wszystko. o cholerne sto osiemdziesiąt stopni.

czego efektem, a czego przyczyną??

powrót do małoletnich przyzwyczajeń. zaskakujące.
lecz zrozumiałe.

i teraz tylko dla siebie.

zaniemyśleć.  / zapracować. się. w sobie.  / znieczulić.  / zacząć.  / zapomnieć.

odciąć.  / odpocząć.

od nowa.

na czysto.
i na maxa.

w tamten świat.

naiwnośćbezgranicznaufnośćbezmyślnaniezaradność.

dość.

miałam dość.
i gdy byłam już daleko
 - przyszło.
dokładnie takie samo.
nie wiedzieć czemu.

jakby znak.
że się nie da.

odciąć.
a ja wiem. bo chcę.
kiedyś się uda.

pozwolić na zbyt wiele.
- nigdy nie jest rozsądnie.

i już.

sama dla siebie.

bo nigdy więcej - nic więcej.



dokładnie tak, jak to gdzieś ostatnio przeczytałam:   
[Już nie ja, nie ze mną, nie w ten sposób, nie tutaj.]



a tak naprawdę to marzy się ciepło. dobre miejsce. oswojone miejsce. samotność pozytywna przy papierosach i pamiętniku. i Trójeczka z oddali.
a później senność przytulona do poduszki kłębuszkowa.
i duuużo czekolady. dobrej mlecznej z ogromnymi orzechami.
znów zaczęłam pić dużo kawy. ale jeszcze w normie.
obsesyjnie piję herbatę i słucham muzyki.
obsesyjnie staram się czytać, co niesamowicie nie chce dojść do skutku.
i tylko Wysokie Obcasy dają się namiętnie czytać.
i obsesyjnie, niezmiennie sny nie dają mi spokoju. lecz i tak lepiej.
jeszcze potrafię spać.



ktoś już coś powiedział, a Ty?

popołudniem...


Magiczne spotkanie wczorajsze.
Uśmiech, spojrzenia, gesty. Słowa. Miliony słów, niczym potok rwący.
Nadarzyła się sposobność ku rozmowie.
Krople deszczu, spacer warszawskimi uliczkami, pełnymi kałuż i parasoli.
Kawiarnie. Cafe latte i herbata w imbryczkach, pomarańczowo-cynamonowa;
smakołyk niespodziewanie wsunięty do koszyka - czekoladka pistacjowa.
Cudności podniebienia rozgrzewające chłód deszczowego popołudnia.
Istota bliskości. Pełna świadomość. Obecność.
Rozmowy przeplatane intensywnością spojrzeń, obserwacji delikatnych i milczeniem.
Czystość nieziemska.
Powraca... Skojarzeniami powracają odczucia tamtego popołudnia.
Pozostajemy 'pod urokiem'...

Oby pamięć nigdy nie okazała się tak zawodna, by zapomnieć towarzyszące spotkaniu odczucia...
          
                                                                przytulam - dziękując




ktoś już coś powiedział, a Ty?

sigur ros

i po raz kolejny zachwycam się porannie Sigur Ros...
tym razem teledysk cudny:
Sigur Ros - Glósóli
polecam!

2 istoty juz coś napisały...

jesień

jesień dopadła.
dopadła pogodą.
dopadła melancholią.
dopadła tajemnicami, słowami, czynami, agresjami, empatiami, ekspresjami...
wszystkim, co tylko możliwe.
ogarnęła ludzi i zdarzenia.
ogarnęła rzeczywistość.
z każdej strony.
nazbyt mocno. z siłą niespodziewaną.
uderzyła!

odreagowanie, odstresowanie, zapomnienie...
- w marzeniach...

i wino.
lecznicze.
niektórym pomaga.

są chwile, gdy nawet używki zaczynam doceniać ;)



7 komentarzy... Dużo Nas... będzie więcej?

z tygodnia...

i tak od tygodnia się zbieram do pisania... bo Kazimierz cudny i w Łódce dobrze i Warszawka przychylna...
weekend poprzedni owocny, przez Lublin z Kingą do Kazimierza uderzyłyśmy, coby troszkę pozarabiać. wybierałam się tam od lat i dopiero teraz się udało dotrzeć. Kazimierski klimat, krakowski przypomina chwilami, dzięki temu także urzeka... mnóstwo pozytywnych ludzi, piękne miejsca [choć ze zwiedzaniem kiepsko przez pracę ;], wieczory krótkie i intensywne... dobry klimat. uprzejme gesty, piękne spotkania, a i sprzedało się sporo biżuterii :) gdzieś w tamtejszości zajadając się ambrozyjskimi lodami spotkałyśmy Grzesia oraz  Dagnę, Agatkę i Milenkę - też sprzedające swoje wyroby :) w międzyczasie spotkanie z Wegą rozsiewającym nieustannie wieści o Aborygenach; propozycja noclegów, nie trzeba było namiotu rozstawiać na szczęście :) wieczorkiem dziewczyny zabrały się za fire show, a następnie odbył się uroczy babski wieczorek w knajpce na rynku :) tak, trzeba mi było posłuchać, podyskutować, spędzić czas z kobietkami. w niedzielę wczesnym wieczorkiem ruszyłam stopem w stronę Łodzi, ale poprzez nocne ciemności przedarłam się jednak do Warszawki. w Białym Domku przecież nie było mnie pół roku chyba. niewiele się tu zmieniło,  może poza niewielką wymianą personalną ;) wykończona weekendem, pogodą i podróżami [jakże męczących i nudnych kierowców miałam w obie strony] zdołałam jednak troszkę posiedzieć z mieszkańcami dawno nie widzianymi... - bardzo sympatyczny wieczorek także. no ale niestety musiałam na jeden dzionek do Łodzi jeszcze skoczyć, spotkania umówione, znów udało się sprzedać kilka bransoletek, naszyjników; no i dobre chwile z tatą, z przyjaciółmi, siostrą. całodzienne pływanie po mieści znów. każdy dzionek wypełniony po brzegi, do wieczora aż, kiedy to można było wrócić do domku i spokojnie ugotować dobry obiadek, parę zdań z ludkami w Czerwonołazienkowej zamienić. a teraz znów Wawka, spotkanie z C. po 4 latach milczenia, jakże dobrze było, jakże pięknie 'powrócić'... niebawem organizujemy po 4 latach nasz Sabat Czarownic... ciekawość i czekanie na ten czas. ale to dopiero w przyszłym miesiącu... a dziś? dziś prawdopodobnie Olsztyn, a dalej dawno nie widziana chata, Pogórze Dynowskie; później już pewnie zlocik na Jurze...? obaczymy, gdzie Droga zawiedzie.
to dobry czas. dzieje się, są konkrety, jest czas i są ludzie. wszystko jakby na swoim miejscu. w miarę możliwości poukładana rzeczywistość. raczej brak niejasności, wątpliwości. i chyba o to chodzi. dawno się nie szwędałam po Polsce, brakowało tego...
i w takim razie - do zobaczonka gdzieś tam kiedyś na szlaku, hej! :)
napisz... to co czujesz, to co wiesz...
 
statystyka