niemanie...

...Twoja do Jedynego Droga i Muzyka do transowego życia pomyka

AldaronSolre(d)agującyMirandolaMareckiAniołekSotarmooijdElisAśKamilwiktorWłóczkaDźwiedziuJagoda
PatrykZapałkaMorisKajaGosiannabryzkaA.KarolinaBogusiaGregMuminkaPiccolobiała chmuraKawojtekitek

"O niszczącym wpływie kapitalizmu :)"

Witam wszystkich, wieki nie pisałem na Niemaniu, ale ostatnie posty już mnie do tego silnie zainspirowały. Zaczęło się to od postu „Bad Religion” Wrony, którego NB lubię i nie chciałbym, żeby cokolwiek z tego wziął do siebie personalnie – chodzi zwyczajnie o to, żeby w temacie zapanowała jasność. Najpierw kilka cytatów z tego postu:

„coraz mniej jest pracy dla zwykłego, szarego człowieka, przez tzw. optymalizację produkcji, wprowadzanie ciągle nowszych maszyn i technologii zastępujących pracę człowieka”

„Nasz kraj jest doskonałym przykładem szkodliwego oddziaływania kapitalizmu na społeczeństwo.”

„Choć wytwarzam sprzedawalne dobra, nie mam prawa do urlopu wypoczynkowego, ani chorobowego”

Wszystko postawione na głowie!!!

Zacznę od tego: „wprowadzanie nowych maszyn” i „optymalizacja produkcji” jest rzeczą dobrą!
Ponieważ to dzięki temu właśnie wszystko (poza m.in. dziełami sztuki) wszystko tanieje! Żywność, elektronika itp. – właśnie dlatego możemy kupować różne rzeczy taniej, bo ktoś zoptymalizował produkcję – i może kilka czy kilkaset osób straciło pracę – mają szansę znaleźć nową – ale ilu ludzi może kupić coś taniej! I to ma znaczenie. Ponieważ kupuje każdy z nas i gdyby na Tajwanie i w innych „tygrysach Azji” dbali o „prawa pracownicze” to nie pisałabym tych słów na laptopie tylko może na jakimś jeszcze stacjonarnym AT, bo postęp byłby wolniejszy i na sprzęt, którym dysponujemy obecnie nie byłoby nas stać albo mógłby być on jeszcze niedostępny. I dzięki tej optymalizacji na pielgrzymce przy ognisku dziesięć osób naraz może robić zdjęcia cyfrówkami (faktycznie są minusy tego postępu:)) – bo ktoś je tanio wyprodukował!
A  więc jeżeli jakąś pracę wykonują trzy osoby a mogą wykonać ją dwie to jest to lepiej bo płaci się jednej mniej i ludzie mogą tą rzecz czy usługę taniej kupić! Całe gadanie o „tworzeniu miejsc pracy”(błe!) to nic innego tylko lewacka demagogia, która ma być przynętą z okazji wyborów a u mnie budząca co najmniej zniesmaczenie.
„Nie po to robi się buty, żeby szewcy mieli pracę, tylko, żeby ludzie mieli w czym chodzić”(1)
Jako przykład niech posłuży link do aukcji z Alledrogo:

http://allegro.pl/item627080478_dalekopis_dodatek.html

Jeszcze w l. 80- tych w każdym banku był osobny etat do obsługi takiego dalekopisu – jakoś przy ich wycofywaniu Panie, które „traciły pracę” nie użalały się na postęp techniczny – może nie spodziewały się żadnego efektu poza powszechnym rozbawieniem.
Poza tym na miejsce starych miejsc pracy tworzą się nowe. Dorożkarze nie mają już niestety pracy ale taksówkarzy pełno.

Następna sprawa to tzw. „prawa pracownicze”(kolejne błe!). Jeżeli – tak jak jest w krajach głęboko socjalistycznych (na przykład wielu UE) – pracodawca jest prawnie zobowiązany zapewnić urlop wypoczynkowy, zdrowotny, prawo do strajków – to taki zatrudniony np. webmaster będzie go więcej kosztować, oczywiście przerzuci on koszt na firmę, która stronę zamawia – w wyniku czego to, co oferuje ta firma będzie droższe – w ostateczności koszt jest zawsze przerzucany na konsumenta. Ponieważ jednak każda firma musiałaby dbać o „prawa pracownicze (błe!)”, wszystko byłoby dużo droższe a bezrobocie większe – bo nie opłaca się przyjmować wielu ludzi do pracy, kiedy trzeba im ten cały socjal  „zapewnić”. Więc co z tego, że mam świetne warunki pracy, jak wszystko naokoło jest drogie – pracuję nie dla pracy tylko po to, żeby móc coś kupić, więc uważam się za konsumenta a nie „człowieka pracy” (błe!). Natomiast socjaliści chcą nam wmówić, że jesteśmy „ludźmi pracy” (błe!) i powinniśmy mieć w tej pracy jak najlepsze warunki, o co już oni się „dla naszego dobra” „zatroszczą”.:)
Człowiekiem pracy jest się około 8h dziennie a konsumentem całą resztę (nawet jak śpimy to też chcemy na wygodnym łóżeczku czy w ciepłym, nie za drogim, śpiworku.- nie sądzę, żeby czytały to szacowne niedobitki dla których „ciotka klatkowska” jest codziennością).
Tajwan czy Chiny są przykładami krajów gdzie panuje „wyzysk człowieka pracy (tfu!)”. W przeliczeniu na nasze pieniądze zarabia się tam dużo mniej – ale o ile więcej za to „mniej” można kupić!
Ostatnie – jeżeli ktoś zdołał dotąd doczytać – i najważniejsze – to, co niszczy kraj, to nie kapitalizm, tylko nienaruszony kręgosłup socjalizmu – wysokie podatki. Bez nich bezrobocie byłoby marginalne. Jak może opłacać się zatrudniać  kolejnego pracownika, któremu płaci się „na rękę” 1500zł a kolejny prawie tysiąc (ZUS + dochodowy) pracodawca odprowadza w podatku dla państwa. To, jak pieniądze z tych podatków – również Twoich, Wrona - są przez tzw. „państwo” marnowane – to osobna historia, na co najmniej kilka postów. Krótko powiem, ze socjaliści pod pretekstami „pomocy najbiedniejszym” (błe!) i „sprawiedliwości społecznej” (błeeeeeeeeeeeeeeee!) ograbiając ludzi w ten sposób zachowują przy okazji sporo dla siebie, co w naszym kraju nie jest tajemnicą. Oczywiście ograbiają przede wszystkim najbiedniejszych ponieważ to oni płacą za towar, który jest przez te podatki dużo droższy – bo każdy podatek przerzucany jest w ostateczności na konsumenta.
Socjalistami nazywam – żeby była jasność tych – którzy uważają, ze państwo może zabrać jednemu, który uczciwie pracuje – a dać, komuś, komu pracować się np. nie chce lub tzw. „najbiedniejszym” (którzy słysząc to ochoczo zagłosują) – nie zważając na to, ze jednocześnie wzrosną ceny, co bogatsi jakoś przeżyją, a dodatkowo „najbiedniejszym” będzie dużo trudniej znaleźć pracę. (Ale po co, skoro będą mieć socjal:)). Obojętnie więc czy jest to socjalista z SLD, PO, PiS czy UW - wszyscy oni już rządzili i obniżkę podatków co najwyżej „zapowiadali” („Wiadomo, ze jak premier mówi, ze coś zrobi, to mówi”(2):)). Niech mi nikt nie wciska że „liberałem” jest ten, kto podtrzymuje przymus płacenia na ZUS – a może ja np. nie chcę mieć emerytury tylko wolę te pieniądze wpłacać na konto, i potem żyć(dużo lepiej – można to policzyć) z procentów. Niestety ani ja, ani ty, Wrona, nie mamy takiej możliwości (na wyspach jest jeszcze znośnie).
A podatki to nie tylko ZUS i dochodowy – jeszcze 22% VAT, akcyzy i parę innych. – łącznie ponad 70% z zarobionych pieniędzy – więc Wrona słusznie pisze, że czuje się jak niewolnik, bo niewolnik w Rzymie mógł dla siebie zachować 10%, ale miał już zapewnione mieszkanie i jedzenie) I właśnie przez to stać nas tylko na produkty z „Biedronki” i kawalerkę może nie taką jak chcielibyśmy.

Prawdziwy kapitalizm (=niskie podatki, brak ingerencji państwa w gospodarkę) jest więc dobry! Jednak tego u nas jak na lekarstwo – jest natomiast tzw. Kapitalizm kompradorski – zdegenerowany, oparty na układach (i jeżeli już gdzieś, to tam jest właśnie ów mityczny „babilon”). Temat też długi, na życzenie mogę się kiedyś rozpisać. W ogóle są to, przynajmniej dla mnie, ciekawe rzeczy jednak jeżeli ktoś jest przywiązany do wizji świata jaką oferuje nam telewizja to na pewno nie będzie to dla niego łatwe do przyjęcia. Niestety żyjemy w czasach nasilenia lewackiej demagogii i ponieważ jest ona podana w pięknych słówkach, wiele ludzi się na tą przynętę łapie.

„Jak jednak wielokrotnie pisałem istnieją dwie – i tylko dwie możliwości: albo „sprawiedliwość społeczna” jest tym samym, co „sprawiedliwość” – albo jest czym innym. Jeśli jest tym samym – to po co pisać „sprawiedliwość społeczna”? Po co marnować czas czytelnika i sosny na papier gazetowy?
Jeśli natomiast „sprawiedliwość społeczna” jest czymś innym, niż zwykła „sprawiedliwość” – co „co innego, niż sprawiedliwość” nazywa się po polsku „niesprawiedliwość”.”(3)

Cytaty:
(1,3) – J. Korwin-Mikke
(2) – S. Michalkiewicz
6 komentarzy... Dużo Nas... będzie więcej?

Londek Siti

Londyn.
Szkoda ze dopiero teraz wiem o Aniolku tutaj. Nie zdazymy sie juz spotkac... Za to po siedemnastogodzinnym kurczeniu sie w autokarze przywitala mnie inna znajoma, bedaca tu juz od dluzszego czasu - i ktora zapewne chce zachowac anonimowosc wiec uszanuje to bo i tak kto bardziej rezolutny domysli sie o kogo chodzi. Do tej pory jestem mile poruszony tak cieplym przyjeciem.
Londyn - tyle zapomnianych strun sie odzywa i wygrywa cale akordy i melodie - ostatecznie spedzilem tu ponad pol roku. Kilka sqautow, na ktorych mieszkalem juz nie istnieje a wszystkich znajomych socjalow nie daloby sie obejsc. Crisis - pierwsze kroki w kreceniu poiami i super ludzie, ktorych nawet daleko posuniety alzheimer nie wymaze z pamieci. Niestety nikogo nie udalo sie spotkac. Za malo czasu... (za to tamtejszy portier przywital mnie tak, jakbym ostatnio byl wczoraj...). Przypomnial sie jedynie specyficzny zapach londynskiego bezdomnego. A te squaty, ktore barykadowalismy i bronilismy przed przejeciem przez komornikow (w tym zasquatowana stacja policji...) za duzo tego wszystkiego do zwiedzania jak na jeden wieczor. mam nadzieje ze wracajac odnajde pare bratnich dusz zeby np. napic sie z nimi winka czy zrobic razem fire - o ile jeszcze pamietaja, co to takiego.
Londyn to znowu obudzony zew podrozy - tyle mozliwosci i przyjemnosci! squatowanie, pracowanie, skladanie rowerow, angazowanie sie w rozne "alternatywne":P projekty, organizowanie sad-systemow, chodzenie do teatrow, na pokazy filmow alternatywnych, spotkania kuglarzy, jamy bebnowe na kamden i caly tamtejszy kolorowy swiat, imprezy regowe - czy nawet prosta jazda autobusem tez przynosi niezla faze, czy picie pysznej kawki w barze. Tysiace rzeczy na tysiac inkarnacji...
Po wielogodzinnym lazikowaniu odpoczynek przy necie
Oby jutro zdazyc na samolot...
Zew drogi wzywa.

2 istoty juz coś napisały...

Brak tytułu

W drodze. Mam permanentną sraczkę.

Ale jest szansa, ze do Cygana dojadę.

ktoś już coś powiedział, a Ty?

Muszę coś napisać

"Do you know, social living is the best"
    BUrning Spear


Muszę coś napisać, bo jeszcze admin gotów usunąć moją wspaniałą podobiznę z gabinetu cieni hipsów IV RP. Hipisi to taka V kolumna i dodatkowo - cholera - socjaliści. Żyliby tylko na koszt klasy pracującej - bądź to wymyślając performens, w nadziei że bogaci turyści wrzucą coś na stricie podczas swoich jedynych w roku, dwutygodniowych wczasów - bądź recyklując - a w krajach, w których można żyć z socjalu już oni potrafią się zakręcić tak, aby państwo często do końca życia wypłacało im należną daninę zebraną z podatków wyznających religię wielkiego babilonu (jest to oczywiście przykład hipisa idealnego, który nie występuje) a ostatnio w związku z naszym wchodzeniem w strefę eurosocjalizmu popularne jest ściąganie haraczu z unii poprzez organizowanie różnych stowarzyszeń ("non-profit":P). Czyli ci wszyscy hipisi to banda kombinujących darmozjadów, którym socjalizm jest bardzo na rękę (swoją drogą Ruch u nas miał się za komuny duzo lepiej - moze dlatego, że informacje o zlotach były przekazywane "po znajomości", od człowieka do człowieka, więc żadni niepowołani ani turyści w zoo czy skansenie się nie pojawiali - chcąc zepsuć coś fajnego wystarczy o tym wszystkim powiedzieć) Bogaty hipis - to nie pasuje. Nie wiem, czemu na mnie dresiarze  wołają "ej, hipis, daj papierosa!" - mam teraz podejście tak kapitalistyczne, jak nigdy w życiu...

Pytam właśnie kumpla jak mu się układa z nową dziewczyną, bo nie mam pomysłu, o czym pisać - przecież nie o sobie....
Mówi, że lubi stroić fochy, ale mu się podoba, więc jakoś to idzie...
Mam dzisiaj gorączkę ale poza tym do przodu
Fajne granko wczoraj było na salce, tylko łapy mi popękały od zimna, bo mamy nieogrzewaną. Ale smaruję masełkiem karite. Pojutrze znów kleptomania (klepanie biedy).
Regularnie dokonuję wyparcia niższych potrzeb jednocześnie testując psychosomatykę, której jestem radykalnym fanem - przerodzi się wreszcie w jakieś schorzenie, czy nie?
Odpukać, na razie prywatna służba zdrowia (ani państwowa, bo się nie ubezpieczam) ani koncerny farmaceutyczne nie są w stanie zarobić na mnie ani (euro)centa.
"System, w którym wszyscy mają pracę, nazywa się "niewolnictwo".
(Korwin-Mikke)

 

Gregor

10 komentarzy... Dużo Nas... będzie więcej?

Brak tytułu

Zdziadziało-podtatusiałe wieczory przed ekranem stają się normą. Na szczęście nie ma możliwości oglądania meczu i popijania go żywcem (a co w drugiej ręce? Pilot? Krakersy?) o idę zrobić herbatkę... Uzależnienie od kaw 2 w 1. Mój prywatny ranking: Nescafe, Maxwell House, Jacobs, Mokate, Carrefour, Biedronka, Lidl (zdecydowanie najgorsza, ale szybko można się przyzwyczaić). Finansowa bessa. Czy post jest zaliczany, jeżeli pije się tylko kawy 2w1 (bez cukru!)? Ok. wejść do taniego sklepu, żeby nie kupić czegoś, co nie ma E a nadaje się na posiłek. Nie wchodzi w grę żaden serek do chleba ani żaden napój, który można wypić na ciepło.

„Klątwa doliny węży”. Czy gdyby nie udział najbardziej kultowego, głębokiego i kochanego aktora powojennej Europy ktoś miałby ochotę wracać do tego filmu? Samo jego spojrzenie nadaje scenie taką autentyczność i głębię kontrastujące z całą kiczowato-tandetną resztą.

ROWER nareszcie. Prywatna rakieta, samolot helikopter, moje małe własne perpetum mobile. Cudowny przetwornik energii mechanicznej i wolność nie do wysłowienia. Ścieżki rowerowe są jak autostrady – ale cała wrocławska reszta bardziej przypomina Enduro…

OK. ranking miast pod kątem rozwinięcia świadomości kultury muzycznej Afryki Zachodniej: 1. Warszawa (niestety). 2. (egzekfo :) Szczecin, Wrocław. 3. Łódź. 4 Kraków. A dalej nie wiem, możliwe, że długo, długo nic.

Co wewnątrz? Wciąż oczekiwanie. To się w końcu wydarzy. Czekam. Koncentruję energię. Ostatecznie najważniejsze punkty naszej drogi są już wyznaczone. Chcę wierzyć, że najważniejszych lekcji nie przewagarujemy. Odczuwanie. Odczuwanie. Cały dnie spędzane na bzdurach. Całe tygodnie. Miesiące. Dla jednego rzadkiego, czasem szybko zapomnianego przebłysku – o co chodzi naprawdę… Zniechęca brak postępów. Kiedy nie robi się nic, wówczas łatwiej jest odczuć postęp w ciągu kilku pierwszych dni. Odczuwanie! Jak zdobyć klucz do uczucia? Gdzie mam szukać bodźca, który je wyzwoli? Odczuwanie! Poziomu dojrzałości nie przekroczysz przez książki, rozmyślanie, wysilanie… pragnienie! Ale pragnienie to już właśnie ten poziom. Duchowe lenistwo – mur nie do przebicia przez żadną ze stron. Odczuwanie – fale siły skupione w soczewce. Oddychanie nie działa tak jak się spodziewałem. Odczuwanie jest intensywniejsze, zwiększa się pomysłowość, ale to nie uczucia, o jakie chodzi. Odczuwanie. Jak się przewartościować? Jak mieć inne wartości bez wcześniejszego ich posiadania? Poza śmiercią kliniczną nie znam innych sposobów. Inicjacja reiki –sztuczne wyzwolenie mocy, kop z zewnątrz na pewien czas. Śmiesznie słaby w świetle późniejszych doświadczeń. Fala uczucia może wszystko. Odczuwanie. Fala uczucia prosi o falę uczucia. Jak zdobyć falę uczucia bez niej? Jak kamień sam z siebie sam siebie może ruszyć z miejsca?

Pozdrawiam wszystkich tęczowych wojowników!

3 istoty juz coś napisały...

Brak tytułu

"Telefon nie może działać tylko w jedną stronę"

Tadeusz Mazowiecki ;)

 bezsennonocne rozrachunki

+ nastrojenie instrumentu na wzór dębowego stołu zbliża się wielkimi krokami przy czym znów jakaś koza złożyła się w bezcennej ofierze pokancerownym łapom aby dopomóc ich transformacji w piętę czy takąż dechę.

+miło wiedzieć, ze gdzieś tam daleko jest jakieś ciepło - fizyczne ale i ciepło uczucia + ciepło uśmiechu + (ciepło świecy melonowej, która jeszcze się pali) ciepło, ciepełko... ciepełko niestygnące, grzejące samą myślą o ciepełku

+/-internet - w dobrowolnej niewoli w podróży po wszystkich światach

+?-zespół..... wrrrrrrrr..... poważnie myślę nad zaszczepieniem się na wściekliznę

- jeśli nie dzieje się nic, to już powinien być +, bo nie dzieje się nic złego, a jednak - psychika dla równowagi serwuje swoje pułapki, na przekór matematyce wmawia że jest źle jedyny minus psychiczny, plusy lub 0 (czyli tzw. eutymia!!! - dynamiczna równowaga pomiędzy dwubiegunowością afektów - ale bzdury) w realu - jak zwykle

+ film ze świetnym koncertem Soungalo Coulibaly - ostatnim jaki w zyciu zagrał - jeżeli on grał tak 2 miesiące przed śmiercią, to ja już dawno powinienem zaliczyć zejście

- no tak: Kapuścińskiemu się zmarło. Miejmy nadzieję, ze jest mu tam lepiej i przeszedł do stanu jakiejś wyższej jeszcze świadomości. Tworzył chłop, czyli życia nie zmarnował... Ciało nie jest wieczne i nie ma sensu na siłę go tu przytrzymywać. Przybierze nowe i jeszcze go poczytamy. Może w jakimś innym języku będzie mu się pisać jeszcze lepiej... Może tam w zaświatach (tzw.) też sa jakieś małe duszyczki, mało znaczące i on tam je będzie mógł zauważyć kto go wie, niech mu towarzyszą dobre wspomnienia tych wszystkich czarnych, którym dawał solidne napiwki

+ śnieżek pada

"znam 70-letnią kobietę dotkniętą depresją nerwową, całkowity brak zainteresowania zyciem (...) Została przyjęta przez jednego ze znanych psychiatrów, który słuchał jej przez 5 min., mówił do niej przez nastepne 5, wypisał receptę w ciągu 2 min i uścisnął rękę w 12 min. po wpuszczeniu do gabinetu. Czy uważasz że to wystarczy, by zadecydować o losie ducha?(...)Owa starsza pani wyszła po kilku minutach z długą receptą: tabletki na sen, inne mające zlikwidować jej lęki, tabletki na rozbudzenie i inne dodające energii, wszystkie do zażywania mniej więcej w tym samym czasie przez stary organizm w celu... osiągnięcia jakiejś średniej. Zupełnie jakby leczenie istoty ludzkiej polegało na dodawaniu i odejmowaniu. Dorzucam 3 do 3, zabieram 4 i 2. Proszę pani, niebawem odzyska pani zdrowie!(...) Widziałem, jak pod wpływem tego leczenia w ciągu kilku dni częściowo straciła pamięć. Żyła przytłumiona, bez lęku, prawda, jednak odmieniona, ze zgaszonym spojrzeniem. Zatelefonowałem do lekarza. "Niech przyjdzie jeszcze raz - powiedział - potrzebuje silniejszej dawki środków pobudzających. Nie udało mi się przeszkodzić jej dzieciom w zaprowadzeniu jej do lekarza, gdyż byłem tylko przyjacielem. Jednak na szczęście, kiedy po następnej 10-cio minutowej rozmowie przejrzeli receptę, znajdując na niej długą listę nowych leków, sami podjęli decyzję konsultacji z innym lekarzem, pozornie mniej skutecznym, jednak lepiej rozumiejącym, czym są dusza i ciało człowieka" - Martin Gray(jak się okazuje pośmiertnie piszący na blogu:)

jakiś czas temu (=nie dalej jak...=onegdaj;) z kolegą dziwiliśmy się że inny znajomy jest katechetą, kolega stwierdził: "No tak, on był zawsze wkręcony w religię" Przypomniał mi się wtedy ranking utworzony przez jednego tirowca z którym kilka dni wracałem do Polski. Więc w kolejności:"Volvo, Scania DAF, MAN, Mercedes, Iveco Renault - i to wiesz wcale nie dlatego że sam jeżdże Volvo...:). Słuchaj jest tak: Volvo: komfort, Scania:pałer! Tak mi powiedział jeden Szwed na parkingu..." No ale posiłki od tirowca były typowo chrześcijanskie : chleb ryby i wino(na nockę) - i jak tu się nie wkręcać... on mnie jednak zbywał "Wiesz, w sprawie cudów, to proszę się zgłaszać do najbliższej parafii..."

Dobra dość szmądzenia na dziś. Z braku nudnej lektury zacząłem pisać sam i sen powoli przychodzi.

(za początkowy cytat nie przepraszam wszystkich antysemitów)

 

2 istoty juz coś napisały...

Brak tytułu

Na naszej ulicy świeci dziś słońce! - jak powiedział Sofronow. Niniejszym podrawiam wszystkich blogujacych i dziekuje gospodarzowi domu (tj. blogu) za zaproszenie mnie do takiego fajnego towarzystwa. Pozdrawiam szczególnie Aniołka, Grzesia, Wronę, Jagódkę i Pawła czyli blogerow z którymi łączy mnie nić co najmniej znajomości.

Ostatnio u mnie typowo stacjonarny tryb zycia i nie ma szans na snucie opowiesci z trasy - bardziej blogowanie pojdzie w strone: 100 prowokujacych zdjec i tylko kilka zdan tekstu.:)

To tyle tytułem wprowadzenia. Godziny do konca roku na palcach liczyć. Trzeba przyznać, że jego końcówka całkiem miła wróży dobrą aurę kolejnego. Sylwester? - wciąż wielka niewiadoma, zapewne do ostatniej chwili - gdyby można było spędzić ich kilka, albo tak jak ojciec Pio mieć zdolność bilokacji...

Muza Muza Muza Muza

A przyjaciele spędzają sylwestra w Afryce... Czarno to widzę...:P

już poza domem rodzinnym. Żolądek wreszcie może odpocząć... Czy mi się tylko wydaje czy święta z roku na rok są coraz szybsze - za to coraz dłuższa i intensywniejsza bieganina przed nimi? W tym roku moi rodzice kupili 12 kg karpia na jakiejś super promocji. Cieszyli się bo podobno koleś od razu na miejscu zabijał... No cóż, nie zaprzeczę, ze biernie poparłem całą akcję i też przyłożyłem do tego swoje zęby...

 Ale teraz już u siebie (a naprawdę nie u siebie) jak miło znów zmarnować kolejne 3/4 nocy przed netem! W obowiązkowym towarzystwie benzoesanu sodu, ortofosforanów i innych ogłupiaczy mówiących: to dar dla ciebie, że nie musisz oglądać swoich jelit od środka... Ale już niedługo zabalsamuję go wysokooktanowym prezentem od cioci ze Lwowa - ma na imię wigor (Birop), dołączony do niego był horoskop specjalnie dla mnie, z którego wynikało mniej więcej, ze tylko pierwsze 36 lat życia będzie trudne - potem już dużo lepiej. Czyli przed 2012 się nie polepszy...

To hej!!! - pozdrowienia dla całej pielgrzymkowej i nie tylko - braci.

6 komentarzy... Dużo Nas... będzie więcej?
 
statystyka