Na tablicy ogłoszeń trochę zmian.
W drodze. Mam permanentną sraczkę.
Ale jest szansa, ze do Cygana dojadę.
"Do you know, social living is the best"
BUrning Spear
Muszę coś napisać, bo jeszcze admin gotów usunąć moją wspaniałą
podobiznę z gabinetu cieni hipsów IV RP. Hipisi to taka V kolumna i
dodatkowo - cholera - socjaliści. Żyliby tylko na koszt klasy
pracującej - bądź to wymyślając performens, w nadziei że bogaci
turyści wrzucą coś na stricie podczas swoich jedynych w roku,
dwutygodniowych wczasów - bądź recyklując - a w krajach, w których
można żyć z socjalu już oni potrafią się zakręcić tak, aby państwo
często do końca życia wypłacało im należną daninę zebraną z
podatków wyznających religię wielkiego babilonu (jest to oczywiście
przykład hipisa idealnego, który nie występuje) a ostatnio w
związku z naszym wchodzeniem w strefę eurosocjalizmu popularne jest
ściąganie haraczu z unii poprzez organizowanie różnych stowarzyszeń
("non-profit":P). Czyli ci wszyscy hipisi to banda kombinujących
darmozjadów, którym socjalizm jest bardzo na rękę (swoją drogą Ruch
u nas miał się za komuny duzo lepiej - moze dlatego, że informacje
o zlotach były przekazywane "po znajomości", od człowieka do
człowieka, więc żadni niepowołani ani turyści w zoo czy skansenie
się nie pojawiali - chcąc zepsuć coś fajnego wystarczy o tym
wszystkim powiedzieć) Bogaty hipis - to nie pasuje. Nie wiem, czemu
na mnie dresiarze wołają "ej, hipis, daj papierosa!" - mam
teraz podejście tak kapitalistyczne, jak nigdy w życiu...
Pytam właśnie kumpla jak mu się układa z nową dziewczyną, bo nie
mam pomysłu, o czym pisać - przecież nie o sobie....
Mówi, że lubi stroić fochy, ale mu się podoba, więc jakoś to
idzie...
Mam dzisiaj gorączkę ale poza tym do przodu
Fajne granko wczoraj było na salce, tylko łapy mi popękały od
zimna, bo mamy nieogrzewaną. Ale smaruję masełkiem karite. Pojutrze
znów kleptomania (klepanie biedy).
Regularnie dokonuję wyparcia niższych potrzeb jednocześnie testując
psychosomatykę, której jestem radykalnym fanem - przerodzi się
wreszcie w jakieś schorzenie, czy nie?
Odpukać, na razie prywatna służba zdrowia (ani państwowa, bo się
nie ubezpieczam) ani koncerny farmaceutyczne nie są w stanie
zarobić na mnie ani (euro)centa.
"System, w którym wszyscy mają pracę, nazywa się
"niewolnictwo".
(Korwin-Mikke)
Gregor
Zdziadziało-podtatusiałe wieczory przed ekranem stają się normą. Na szczęście nie ma możliwości oglądania meczu i popijania go żywcem (a co w drugiej ręce? Pilot? Krakersy?) o idę zrobić herbatkę... Uzależnienie od kaw 2 w 1. Mój prywatny ranking: Nescafe, Maxwell House, Jacobs, Mokate, Carrefour, Biedronka, Lidl (zdecydowanie najgorsza, ale szybko można się przyzwyczaić). Finansowa bessa. Czy post jest zaliczany, jeżeli pije się tylko kawy 2w1 (bez cukru!)? Ok. wejść do taniego sklepu, żeby nie kupić czegoś, co nie ma E a nadaje się na posiłek. Nie wchodzi w grę żaden serek do chleba ani żaden napój, który można wypić na ciepło.
„Klątwa doliny węży”. Czy gdyby nie udział najbardziej kultowego, głębokiego i kochanego aktora powojennej Europy ktoś miałby ochotę wracać do tego filmu? Samo jego spojrzenie nadaje scenie taką autentyczność i głębię kontrastujące z całą kiczowato-tandetną resztą.
ROWER nareszcie. Prywatna rakieta, samolot helikopter, moje małe własne perpetum mobile. Cudowny przetwornik energii mechanicznej i wolność nie do wysłowienia. Ścieżki rowerowe są jak autostrady – ale cała wrocławska reszta bardziej przypomina Enduro…
OK. ranking miast pod kątem rozwinięcia świadomości kultury muzycznej Afryki Zachodniej: 1. Warszawa (niestety). 2. (egzekfo :) Szczecin, Wrocław. 3. Łódź. 4 Kraków. A dalej nie wiem, możliwe, że długo, długo nic.
Co wewnątrz? Wciąż oczekiwanie. To się w końcu wydarzy. Czekam. Koncentruję energię. Ostatecznie najważniejsze punkty naszej drogi są już wyznaczone. Chcę wierzyć, że najważniejszych lekcji nie przewagarujemy. Odczuwanie. Odczuwanie. Cały dnie spędzane na bzdurach. Całe tygodnie. Miesiące. Dla jednego rzadkiego, czasem szybko zapomnianego przebłysku – o co chodzi naprawdę… Zniechęca brak postępów. Kiedy nie robi się nic, wówczas łatwiej jest odczuć postęp w ciągu kilku pierwszych dni. Odczuwanie! Jak zdobyć klucz do uczucia? Gdzie mam szukać bodźca, który je wyzwoli? Odczuwanie! Poziomu dojrzałości nie przekroczysz przez książki, rozmyślanie, wysilanie… pragnienie! Ale pragnienie to już właśnie ten poziom. Duchowe lenistwo – mur nie do przebicia przez żadną ze stron. Odczuwanie – fale siły skupione w soczewce. Oddychanie nie działa tak jak się spodziewałem. Odczuwanie jest intensywniejsze, zwiększa się pomysłowość, ale to nie uczucia, o jakie chodzi. Odczuwanie. Jak się przewartościować? Jak mieć inne wartości bez wcześniejszego ich posiadania? Poza śmiercią kliniczną nie znam innych sposobów. Inicjacja reiki –sztuczne wyzwolenie mocy, kop z zewnątrz na pewien czas. Śmiesznie słaby w świetle późniejszych doświadczeń. Fala uczucia może wszystko. Odczuwanie. Fala uczucia prosi o falę uczucia. Jak zdobyć falę uczucia bez niej? Jak kamień sam z siebie sam siebie może ruszyć z miejsca?
Pozdrawiam wszystkich tęczowych wojowników!
"Telefon nie może działać tylko w jedną stronę"
Tadeusz Mazowiecki ;)
bezsennonocne rozrachunki
+ nastrojenie instrumentu na wzór dębowego stołu zbliża się wielkimi krokami przy czym znów jakaś koza złożyła się w bezcennej ofierze pokancerownym łapom aby dopomóc ich transformacji w piętę czy takąż dechę.
+miło wiedzieć, ze gdzieś tam daleko jest jakieś ciepło - fizyczne ale i ciepło uczucia + ciepło uśmiechu + (ciepło świecy melonowej, która jeszcze się pali) ciepło, ciepełko... ciepełko niestygnące, grzejące samą myślą o ciepełku
+/-internet - w dobrowolnej niewoli w podróży po wszystkich światach
+?-zespół..... wrrrrrrrr..... poważnie myślę nad zaszczepieniem się na wściekliznę
- jeśli nie dzieje się nic, to już powinien być +, bo nie dzieje się nic złego, a jednak - psychika dla równowagi serwuje swoje pułapki, na przekór matematyce wmawia że jest źle jedyny minus psychiczny, plusy lub 0 (czyli tzw. eutymia!!! - dynamiczna równowaga pomiędzy dwubiegunowością afektów - ale bzdury) w realu - jak zwykle
+ film ze świetnym koncertem Soungalo Coulibaly - ostatnim jaki w zyciu zagrał - jeżeli on grał tak 2 miesiące przed śmiercią, to ja już dawno powinienem zaliczyć zejście
- no tak: Kapuścińskiemu się zmarło. Miejmy nadzieję, ze jest mu tam lepiej i przeszedł do stanu jakiejś wyższej jeszcze świadomości. Tworzył chłop, czyli życia nie zmarnował... Ciało nie jest wieczne i nie ma sensu na siłę go tu przytrzymywać. Przybierze nowe i jeszcze go poczytamy. Może w jakimś innym języku będzie mu się pisać jeszcze lepiej... Może tam w zaświatach (tzw.) też sa jakieś małe duszyczki, mało znaczące i on tam je będzie mógł zauważyć kto go wie, niech mu towarzyszą dobre wspomnienia tych wszystkich czarnych, którym dawał solidne napiwki
+ śnieżek pada
"znam 70-letnią kobietę dotkniętą depresją nerwową, całkowity brak zainteresowania zyciem (...) Została przyjęta przez jednego ze znanych psychiatrów, który słuchał jej przez 5 min., mówił do niej przez nastepne 5, wypisał receptę w ciągu 2 min i uścisnął rękę w 12 min. po wpuszczeniu do gabinetu. Czy uważasz że to wystarczy, by zadecydować o losie ducha?(...)Owa starsza pani wyszła po kilku minutach z długą receptą: tabletki na sen, inne mające zlikwidować jej lęki, tabletki na rozbudzenie i inne dodające energii, wszystkie do zażywania mniej więcej w tym samym czasie przez stary organizm w celu... osiągnięcia jakiejś średniej. Zupełnie jakby leczenie istoty ludzkiej polegało na dodawaniu i odejmowaniu. Dorzucam 3 do 3, zabieram 4 i 2. Proszę pani, niebawem odzyska pani zdrowie!(...) Widziałem, jak pod wpływem tego leczenia w ciągu kilku dni częściowo straciła pamięć. Żyła przytłumiona, bez lęku, prawda, jednak odmieniona, ze zgaszonym spojrzeniem. Zatelefonowałem do lekarza. "Niech przyjdzie jeszcze raz - powiedział - potrzebuje silniejszej dawki środków pobudzających. Nie udało mi się przeszkodzić jej dzieciom w zaprowadzeniu jej do lekarza, gdyż byłem tylko przyjacielem. Jednak na szczęście, kiedy po następnej 10-cio minutowej rozmowie przejrzeli receptę, znajdując na niej długą listę nowych leków, sami podjęli decyzję konsultacji z innym lekarzem, pozornie mniej skutecznym, jednak lepiej rozumiejącym, czym są dusza i ciało człowieka" - Martin Gray(jak się okazuje pośmiertnie piszący na blogu:)
jakiś czas temu (=nie dalej jak...=onegdaj;) z kolegą dziwiliśmy się że inny znajomy jest katechetą, kolega stwierdził: "No tak, on był zawsze wkręcony w religię" Przypomniał mi się wtedy ranking utworzony przez jednego tirowca z którym kilka dni wracałem do Polski. Więc w kolejności:"Volvo, Scania DAF, MAN, Mercedes, Iveco Renault - i to wiesz wcale nie dlatego że sam jeżdże Volvo...:). Słuchaj jest tak: Volvo: komfort, Scania:pałer! Tak mi powiedział jeden Szwed na parkingu..." No ale posiłki od tirowca były typowo chrześcijanskie : chleb ryby i wino(na nockę) - i jak tu się nie wkręcać... on mnie jednak zbywał "Wiesz, w sprawie cudów, to proszę się zgłaszać do najbliższej parafii..."
Dobra dość szmądzenia na dziś. Z braku nudnej lektury zacząłem pisać sam i sen powoli przychodzi.
(za początkowy cytat nie przepraszam wszystkich antysemitów)
Na naszej ulicy świeci dziś słońce! - jak powiedział Sofronow. Niniejszym podrawiam wszystkich blogujacych i dziekuje gospodarzowi domu (tj. blogu) za zaproszenie mnie do takiego fajnego towarzystwa. Pozdrawiam szczególnie Aniołka, Grzesia, Wronę, Jagódkę i Pawła czyli blogerow z którymi łączy mnie nić co najmniej znajomości.
Ostatnio u mnie typowo stacjonarny tryb zycia i nie ma szans na snucie opowiesci z trasy - bardziej blogowanie pojdzie w strone: 100 prowokujacych zdjec i tylko kilka zdan tekstu.:)
To tyle tytułem wprowadzenia. Godziny do konca roku na palcach liczyć. Trzeba przyznać, że jego końcówka całkiem miła wróży dobrą aurę kolejnego. Sylwester? - wciąż wielka niewiadoma, zapewne do ostatniej chwili - gdyby można było spędzić ich kilka, albo tak jak ojciec Pio mieć zdolność bilokacji...
Muza Muza Muza Muza
A przyjaciele spędzają sylwestra w Afryce... Czarno to widzę...:P
już poza domem rodzinnym. Żolądek wreszcie może odpocząć... Czy mi się tylko wydaje czy święta z roku na rok są coraz szybsze - za to coraz dłuższa i intensywniejsza bieganina przed nimi? W tym roku moi rodzice kupili 12 kg karpia na jakiejś super promocji. Cieszyli się bo podobno koleś od razu na miejscu zabijał... No cóż, nie zaprzeczę, ze biernie poparłem całą akcję i też przyłożyłem do tego swoje zęby...
Ale teraz już u siebie (a naprawdę nie u siebie) jak miło znów zmarnować kolejne 3/4 nocy przed netem! W obowiązkowym towarzystwie benzoesanu sodu, ortofosforanów i innych ogłupiaczy mówiących: to dar dla ciebie, że nie musisz oglądać swoich jelit od środka... Ale już niedługo zabalsamuję go wysokooktanowym prezentem od cioci ze Lwowa - ma na imię wigor (Birop), dołączony do niego był horoskop specjalnie dla mnie, z którego wynikało mniej więcej, ze tylko pierwsze 36 lat życia będzie trudne - potem już dużo lepiej. Czyli przed 2012 się nie polepszy...
To hej!!! - pozdrowienia dla całej pielgrzymkowej i nie tylko - braci.
Niestety, niektóre mają nieciekawą jakość... Ale to z winy bloga. Powalczę dalej, ale póki co...